Wiosenne łowy okoni w czystej wodzie

Dni stają się coraz chłodniejsze, a my z tęsknotą w oczach wyczekujemy cieplejszych promieni słońca. Każdego dnia sprawdzamy prognozę pogody i wszystko układamy w naszych głowach tak, aby choć przez chwilę dać sobie możliwość wędkowania. Tylko co zrobić, aby przez tę dosłownie godzinę złowić choć jedną rybkę? Czy mamy szansę na to, aby po zimowym lenistwie i wielogodzinnych pielęgnacjach najlepszych zestawów, nasycić się wędkowaniem i przetrwać do wiosny? Wybór mamy dość prosty. Łowić będziemy okonie, które najłatwiej o tej porze roku skusić. Kleń i jaź jeszcze śpią, a do troci i pstrągów mamy najczęściej cała masę kilometrów. Zostaje nam okoń i niewielkie, gdzieś ukryte pośród lasów, jeziorka. Tak! Nastawiamy się na okonia.

Gdzie szukać okoni wczesną wiosną?

Początek roku to okres dla ryb dość trudny. Pod wodą najczęściej panuje jeszcze zima i w związku z tym ilość naturalnego pokarmu jest bardzo ograniczona. Są jednak pewne wskaźniki, które nam, jako wędkarzom nie bojącym się zimna i pluch, dadzą szansę na złowienie choć kilku przyzwoitych okoni. To element najważniejszy, który decydująco wpływa na nasz sukces lub porażkę. W bezpośrednim otoczeniu wody, bez trudu zwrócimy uwagę na pewne cechy środowiska, które podpowiedzą nam, gdzie wędkę zarzucić.

  • Odmarznięty lód. To miejsca najczęściej i najmocniej oświetlone. Słońce budzi zarówno drobne organizmy, jak i pierwsze oznaki podwodnego życia. Do skorupiaków i zeszłorocznego wylęgu podąża drapieżnik. Czasem właśnie na niewielkich obszarach, pozbawionych lodu, nawet w lutym będziemy obserwowali efektowne ataki okoni. Tego rodzaju miejsce najczęściej charakteryzuje się ciemnym kolorem dna, powalonymi do wody drzewami lub pozostałościami zeszłorocznych roślin. Właśnie konary oraz butwiejąca roślinność skupia na sobie najwięcej słońca i nawet w minimalnym stopniu ogrzewa wodę.
  • Przybrzeżne pasy roślin. Tu zasada jest podobna jak w poprzedniej miejscówce.
  • Ujścia strumieni i rzeczek. Jako regułę można potraktować to, że w takim właśnie miejscu kręci się co najmniej kilka dorodnych okoni. Często właśnie do takich, nawet niewielkich dopływów, starają się przedostać rybki takie jak cierniki, kozy, ślizy itp. Właśnie na początku roku zaczynają wpływać z jezior czy stawów, nawet do najmniejszych strumyków. Zaraz potem, tuż przy ujściach rzeczek, ustawiają się płocie, które zaczynają szykować się do tarła. To dla okoni stołówka najwyższej kategorii.
  • Płytkie zatoki. To najbardziej klasyczne i pewne miejsca do spiningowania. Latem mocno zarośnięte i praktycznie bez możliwości poprowadzenia przynęty, wczesną wiosną stają się obszernymi miejscami, gdzie na dnie zalęgają resztki butwiejących roślin. Między pozostałościami podwodnej roślinności kwitnie wczesnowiosenne życie.

Podobnych miejsc nad wodą znajdziemy całą masę. Kierować się należy zawsze słońcem i temperaturą wody. Bardzo często jest tak, że w jednej części, nawet niewielkiego jeziorka, woda w marcu będzie miała około 7 stopni, a w ciepłej i płytkiej zatoczce temperatura będzie większa nawet o 5 stopni. Klucz do sukcesu polega na łowieniu w miejscu, gdzie spodziewamy się okoni. Zachęcam pierwszą wyprawę wędkarską poświęcić właśnie na rozpoznanie wody. Poszukać wtedy należy miejsc zarówno pod wodą, jak i na brzegu, gdzie ewidentnie widać pierwsze oznaki wiosny.

Wybór przynęty na okonia

Łowienie okoni w zimnych warunkach ma dwa bardzo skrajne oblicza. Z jednej strony trafimy na miejsca, gdzie na byle przynętę będziemy wyciągali sztukę za sztuką i bez znaczenia będzie wędzisko, grubość linki i inne akcesoria naszego wędkarskiego ekwipunku. Z drugiej strony (co niestety ma miejsce znacznie częściej) okonie będą bardzo wybredne i nawet najbardziej finezyjny zestaw nie pomoże nam połowić tak, abyśmy byli w pełni szczęśliwi. Taki jest okoń. Cwany, chimeryczny i wrażliwy nawet na najdrobniejsze szczegóły.

Moje podejście do łowienia okoni opiera się o maksymalnie perfekcyjne zestawienie wszelkich elementów wpływających na wędkarski sukces. W przypadku łowienia pasiaków zadziwiające znaczenie mają najdrobniejsze szczegóły, które nam wydają się totalnie nieistotne. Pamiętam moją wczesnowiosenną wyprawę na warszawski Kanał Żerański. Byłem jak zwykle przygotowany po zęby. Zabrałem najlepsze i tylko sprawdzone przynęty. Cieniutką żyłkę i delikatny kijek. Bezwzględna perfekcja. Jednak tak tylko wydawało się na pierwszy rzut oka. Animusz i adrenalina opadały z każdym wykonanym rzutem. Nic! Nic się nie działo, nawet nie miałem puknięcia. Kiedy usiadłem bezradny na zimnym kamieniu i zacząłem bezsilnie przebierać przynęty w pudełku, w rękę wpadł mi mały pstrągowy kogucik. Wykonałem nim pierwszy rzut w miejsce, gdzie przed kilkoma chwilami kilkadziesiąt razy prowadziłem moje najlepsze okoniowe killerki. Kogucik opadł na dno i kiedy chciałem po raz pierwszy go poderwać do góry, poczułem przyjemne pulsowanie szczytówki. Jest pierwsza rybka. kolejne rzuty przynosiły mi kolejne ryby. Okonie brały jak oszalałe.

Przeczytaj także: Różnice między czystą wodą a czystą wódką

Zawsze w takich sytuacjach zaczynam pośpiesznie zmieniać przynęty. Tylko po to, aby sprawdzić na co biorą i postarać się odpowiedzieć na odwieczne wędkarskie pytanie „O co chodzi?” Brały tylko na typowego pstrągowego Mudllera, wykonanego na 5g główce. Powiem więcej, kiedy do żyłki wiązałem kogucik wręcz identyczny, brania ustawały. Okonie kusił tylko jeden egzemplarz, klasyczny Mudller, ale z czerwonym korpusikiem. To ten element wpływał na brania lub ich brak. Bardzo mnie ta sytuacja zastanowiła i wiele nauczyła.

Bardzo podobnie wygląda sprawa prowadzenia przynęty. Jednego dnia najlepszy efekt daje pukanie i skakanie po dnie. Innym razem powolne nawijanie linki. Zwykle jednak skutkuje mieszanina wszelkich możliwych sposobów prowadzenia przynęty. To swego rodzaju uniwersalny test na okonia. Bardzo szybko w ten sposób będziemy mogli sprawdzić co okonia prowokuje.

O gumach opowiadać wiele nie trzeba, ponieważ większość wędkarzy doskonale je zna i skutecznie na nie łowi. Zachęcam jednak do przeszukania sklepowych półek w poszukiwaniu czegoś innego, innowacyjnego. Dziś cała masa gumowych przynęt trafia do nas zza oceanu. Wśród tego ogromu silikonu znajdziemy rarytasy piekielnie skuteczne na okonia. Kolorów i przeróżnych kształtów znajdziemy w naszej wędkarskiej szafie całą masę. Podpowiem tylko o elemencie gumowej przynęty, który w moim odczuciu jest nie mniej istotny niż sam twister. Jest to główka jigowa. Staram się zwykle stosować nieco zbyt lekkie główki w stosunku do głębokości wody. Na łowiskach, gdzie najczęściej łowię, woda nie przekracza 3 metrów głębokości, a średnio jest nie głębiej niż 1,5 m. W takich miejscach zakładam gumki na 2 gramowe główki. Tylko czasem stosuje 4 lub 5 gramowe, ale tylko po to, aby od czasu do czasu mocno opukać dno. Lekkie główki znacznie uatrakcyjniają przynętę. Jej opad jest bardzo naturalny i przez to mocno intrygujący dla okoni.

Moją przynętą okoniowią numer jeden jest Cykada Sławka Szuszkiewicza. Najbardziej odpowiadający okoniom rozmiar to 2,5g, 5g i 7g. Można powiedzieć, że to taki klasyk na okonki. Cykady posiadają cechę, jakiej inne przynęty nigdy nie będą miały. Lotność i lusterkowanie z bardzo dużą częstotliwością. Najmniejsze cykady w kolorze srebrnym i perłowym doskonale imitują zeszłoroczny narybek. Praca tego typu przynęty przypomina chwilę, gdy mała rybka zostaje spłoszona przez okonia, a wszyscy wiemy jak reagują okonie na uciekające przed nim ukleje czy płotki. Goni je aż do chwili, gdy znajdą się w jego paszczy.

Cykady, podobnie jak gumki, możemy prowadzić na wiele sposobów. Wszystkie doskonale sprawdzają się podczas opadu. Można cykadę prowadzić jednostajnie nawijając linkę i od czasu do czasu zatrzymać prowadzenie. W tej chwili bardzo często następuje branie. Ja stosuję nieco inny sposób prowadzenia. Nazywam go miękkim jigowaniem. Po opadnięciu cykady na dno, powolnym i miękkim ruchem wędziska, podnoszę przynętę bardzo wolno nakręcając linkę. W ten sposób cykada często zmienia swoją pracę. Od bardzo energicznego kopniaka, przechodzi w łagodne migotanie, aż do powolnego gaśnięcia. Kolory jakie stosuje to srebrny, grafitowy, żółty. Często też sam domalowuję na cykadach jakieś barwne elementy. Bardzo ważne jest, aby cykada pomalowana była odrobiną lakieru z brokatem. Ten element zawsze znacznie podnosi skuteczność przynęty.

Przeczytaj także: Czysta Woda: Regulamin konkursu

Techniki połowu okoni

Okoń to bardzo pospolita ryba, ale myślę, że można śmiało o niej powiedzieć, że jest to jedna z trudniejszych ryb do łowienia. Mówię oczywiście o pięknych, grubych okoniach. Zadziwia mnie niejednokrotnie ich sposób zachowania. I nigdy nie wiem czym podyktowane jest to ich postępowanie. Jednego dnia wyśmienicie biorą na gumkę, a już następnego poranka walą tylko w wahadełko.

Dziwne to gatunek i przez to ma u mnie wielki szacunek. Mimo to okonie są rybą bardzo popularną wśród wędkarzy. Mówi się o niej, że łowić ją może każdy wędkarz. Mocno boli mnie, jak widzę spinningistów łowiących bocznym trokiem okonki nie dłuższe niż 15 cm. Część z tych maleńkich rybek zabierana jest do domu, część ginie w męczarniach, po tym, jak mały haczyk rozpruł jej skrzela. Apeluję do wszystkich spinningistów, aby okonków na zboczka nie łowić. Proszę też, abyście okonków nie zabierali do domu.

Duża, trociowa wahadłówka tym razem, dla odmiany mieszała szczupaczą wodę. Ryby czasem biorą na zupełnie nie pomalowane woblery, obojętnie z jakiego wykonane są materiału… Czy to znaczy, że są inne o wiele ważniejsze przesłanki ich wyboru?

Wiele pisze się i mówi o łowieniu wielkich, metrowych szczupaków. Wiemy o doskonałych jerkach, o świetnej metodzie jerkowania. Sandacz to mistyczna ryba. Sandacz jako obiekt i cel wędkarskich wypraw przyciąga wędkarzy z całej Polski. Spinningiści od wielu lat ścigają się i rywalizują na metody, techniki oraz najskuteczniejsze przynęty.

Powodziowa woda ustąpiła, chmary komarów odleciały i nastał odpowiedni czas, aby nad brzegiem rzeki rozbić namioty. Chyba każdy wędkarz ma jakąś rzekę życia, jakieś jezioro w swoim DNA, czy staw który jako pierwszy zawsze ma przed oczami. Dunajec. Okres wielkiego pstrągowania nadchodzi z chwilą, gdy resztki śniegu topnieją w oczach. Za oknami z dnia na dzień widać jakby więcej słońca.

Przeczytaj także: Filtracja wody ze zeolitem

Na wstępie zaznaczam, że nie będzie to artykuł, który ma na celu pisanie o rodzajach akcji woblera. Mój wpis o łowieniu rekordowych okoni jest zbiorem doświadczeń i spostrzeżeń zdobywanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Mowa w nim o świadomym i powtarzalnym łowieniu medalowych okoni, które, jak wiadomo, nie należą do codziennych zdobyczy. Głównym poligonem były dla mnie jeziora typu leszczowego i sielawowego, w których na stałe, bądź okresowo przejrzystość wody sięga nawet kilku metrów. Zbiorniki tego typu uznawane są powszechnie za jedne z trudniejszych, a okonie w nich żyjące za wyjątkowo trudne do złowienia-szczególnie dorosłe osobniki.

Łowieniem okoni na poważnie zająłem się od drugiej połowy lat 80-tych, od tamtej pory nieustannie obserwuję ten gatunek, ich zachowanie, sposób polowania itp... Jednak w tym wszystkim najistotniejsze okazało się wnikliwe podglądanie ich ofiar, sposobu poruszania się, oraz ich ogólnego wyglądu w wodzie-odbijania światła pod różnymi kątami. W zasadzie wpis ten można by skondensować do jednego, krótkiego tekstu, który wiele lat temu usłyszałem od młodego rybaka, prowadzącego odłowy kontrolne na jednym z takich jezior.. Podczas wyjmowania okoni z sieci, dziwił się, że nikt nie potrafi ich łowić i powiedział słowa, które mnie powaliły prostotą ..." Przecież wystarczy znaleźć odpowiednią przynętę i podać im we właściwy sposób"... Od tamtej chwili celem dla mnie stało się odnalezienie/wyprodukowanie odpowiednich wabików i prezentacja ich w wodzie nie wzbudzająca żadnych podejrzeń u okoni.

W ciągu tych kilkudziesięciu lat testowałem różne rodzaje przynęt i sposoby prowadzenia. Były błystki obrotowe, wahadłowe, "kopyta", rippery, twistery, woblery, cykady, gumy do drop shot i inne wabiki. Różne też były sposoby podawania tych przynęt, mimo to przez długi czas nie mogłem rozpracować tych ryb, choć w sumie sposób ich połowu jest śmiesznie prosty i pod nos podsuwa nam go sama natura.. między innymi w postaci poruszającej się na płyciznach drobnicy.

Jak ogólnie wiadomo, okonie podczas polowania posługują się głównie wzrokiem. Osobiście twierdzę, że w czystych wodach jest to jedyny zmysł odpowiedzialny za decyzję o ataku na naszą przynętę. Naszym zadaniem jest maksymalne uśpienie czujności ryby. Głównym celem jest zdobycie informacji na temat ich ofiar i upodobnienie do nich naszych przynęt. W dużych i głębokich zbiornikach okonie polują prawie wyłącznie na płocie, ukleje, mniejsze okonie i czasem sielawy. Nie jest niczym nowym, że spory drapieżnik pochłania niemałe ofiary, taki np okoń ok 45cm potrafi wessać bez większego problemu płoć 15cm. Oczywiście nie namawiam do stosowania wabików o długości 15cm i większej, stosuję przynęty od ok 8 do 13cm i to wystarcza, żeby skusić do brania sporego okonia.

Bardzo ważna jest obserwacja wody na naszym łowisku i jeśli zauważymy, że spławiają się np ryby w rozmiarach ~7-10cm, to podpasowujemy nasz wabik rozmiarem i kolorem. Moimi ulubionymi/najskuteczniejszymi kolorami są naturalne perły, perły z brokatem, prążkowane gumy i koguty imitujące okonki.

Na podstawie wieloletnich obserwacji twierdzę, że słabo skuteczne są mocno pracujące "kopyta" i rippery. Często przynęty tego typu wabią okonie, ale zazwyczaj są to młodsze osobniki co zwykle kończy się na skubaniu ogona i pudłowanych zacięciach. Na obecną chwilę wszystkie moje przynęty zostały pozbawione pracy ogonowej, gumy mają obcięte ogony, które kolebią się w wodzie, a woblery są ustawiane tak, żeby pracą przypominały boleniowe wabiki. Te zmiany zostały wprowadzone po wielu latach obserwacji płoci i uklei poruszających się w wodzie. Wyjątkiem są przynęty typu Shogun firmy Dragon i Soft 4Paly. Wabiki te jednak nie merdają ogonkiem tylko kolyszą bokami, co dość wiernie naśladuje poruszanie się ryby w wodzie.

Zaletą przynęt pozbawionych merdającego ogonka, jest zasysanie przez okonia praktycznie całego wabika i tym samym duża skuteczność zacięć. W tym roku miałem ciekawy przypadek.. branie, hol i na łódce ląduje okonek ok 25cm, szukam gumy w paszczy, a tam widzę tylko główkę w przełyku. Ryba nie miała obiektu do podszczypywania i uznała płynący wabik za posiłek, wsysając go bezpośrednio do żołądka, warto zaznaczyć, że guma miała ok 9cm długości. Wiele razy miałem też przypadki lądowania sporych okoni, którym z pyska wystawał tylko kawałek metalowego przyponu.

Dziś w moich pudełkach gości zaledwie kilkanaście przynęt w rozmiarach podanych wyżej, najczęściej jednak stosuję wabiki 9-11cm, bo właśnie takie rozmiary przyniosły najwięcej ryb. Przynęty swoim wyglądem wiernie naśladują naturalny pokarm dużych, jeziorowych okoni. Oprócz przynęt doskonale imitujących wyglądem i sposobem poruszania ich naturalne pożywienie, powinniśmy też zadbać o dyskrecję ostatnich metrów naszego zestawu. Od jakiegoś czasu do linki głównej(stosuję plecionki) dowiązuję ok 3m żyłki, a na koniec miniaturową staleczkę, ktora ma zapobiec przykrym niespodziankom podczas ewentualnego brania szczupaka.

Przypon strzałowy, oprócz przezroczystości ma jeszcze jedną zaletę, bardzo przydaje się podczas łowienia z łodzi i gdy ryba wpływa bezpośrednio pod nią, mamy lepsze rozeznanie o tym, na jakiej jest głębokości śledząć węzeł przechodzący po przelotkach. Gdy ryba jest już blisko, musimy być przygotowanie na ostre odjazdy, które niekiedy mogą się zakończyć zerwaniem linki.

Polowanie w amoku

Duże okonie mają swoje nawyki i przyzwyczajenia, jednym z nich jest kierunek w jakim należy prowadzić przynętę, w ciągu wielu lat obserwacji nie zarejestrowałem ani jednego ataku skierowanego do środka jeziora, wszystko rozpoczynało się z otwartej wody i kierowane było do brzegu. Tutaj kolejny raz ryby podsuwają nam gotowe rozwiązanie i podpowiadają, że wabik należy prowadzić po torze uciekającej drobnicy. W takich chwilach pierwszym odruchem jest rzut w środek kipieli i prowadzenie w górnych warstwach wody, celem skuszenia drapieżników atakujących z powierzchni - BŁĄD. Łowiąc w ten sposób upolujemy zazwyczaj sztuki średnich rozmiarów.. najczęściej35-42cm. Prawdziwe "basiory" ZAWSZE płyną głębiej i na bokach/ z tyłu stada. Podczas takich ataków należy opanować emocje i przerzucić kipiel, pozwalając opaść przynęcie na większą głębokość, tam czekają największe, leniwe garbusy i podejmują opadające w głębinę niedoszłe ofiary swoich młodszych pobratymców. W czasie takich akcji najskuteczniejsze są wszelkie wabiki, które opadając nie wykonują zbyt energicznych ruchów. Duży okoń musi być pewny tego, że ofiara mu nie ucieknie sprzed nosa, tutaj branie kończy się zazwyczaj sztuką godnych rozmiarów i naprawdę warto odpuścić sobie powierzchniowe "chlapacze".

Kilka lat temu przeczytałem artykuł, w którym płetwonurek opisywał swoje spostrzeżenia odnośnie polowania dużych okoni, z jego relacji wynikało, że największe garbusy obierają niezwykle podstępną taktykę polowania, ponoć płyną w równym tempie ze swoimi ofiarami i wmieszane w stado oswajają je ze swoją obecnością, gdy tylko ofiara zbliży się do okonia, następuje zassanie wody i ryba połknięta od tyłu znika w paszczy starego garbusa, który płynie dalej utrzymując tempo nadane przez stado. Taki atak nie wywołuje żadnego zamieszania i ryby płyną dalej nieświadome rozegranej tragedii.

Początkowo niedowierzałem temu do momentu, kiedy zacząłem powtarzalnie łowić spore okonie na trasach wędrówek płoci. Okonie brały najczęściej na imitacje swoich ofiar, prowadzone bardzo wolno z delikatnymi tylko szarpnięciami, mającymi na celu błyśnięcie bokiem, najlepiej reagowały na prowadzenie wzdłuż stoków-po trasie wędrówek płoci. Brania tych największych były zawsze niewyczuwalne, nawet na wędzisku z tubą rezonansową, zwyczajnie zasysały ofiarę i płynęły dalej niewzruszone.. szybkie zacięcie w tym przypadku niemożliwe do zrealizowania i właściwie zbędne, obecność ryby sygnalizuje przeraźliwie powolne ugięcie wedziska, a następnie pulsujący ciężar.

Na trasie spławiających się płoci

Jest jeszcze jeden skuteczny sposób podania przynęty, stosuję go nieco rzadziej, ale przyniósł mi już kilka ryb i zaliczam go do swoich sprawdzonych tricków. Gdy zaobserwuję spławiające się spore płocie, to staram się podpłynąć jak najbliżej i po zakotwiczeniu rozpoczynam dosyć dziwne podawanie przynęty. Rzucam za stado ryb, opuszczam przynętę do dna lub w jego okolice i prowadzę sposobem, który nazwałem "wysokimi pionami".. Polega to na szybkim windowaniu przynęty do góry(ok 3-4m) i swobodnym opuszczaniu na luźnej lince, przynęta tak podana imituje płoć opadającą w dół, a okonie tylko czekają na zdezorientowaną rybę i zasysają bez najmniejszych oporów. Linka koniecznie musi być luźna, co powoduje naturalne opadanie przynęty do dna. Nie musimy się martwić o sygnalizację brania, duży okoń nie wypuści tak łatwo zdobytego kąską, a przy następnym podnoszeniu przynęty zostanie samoistnie zacięty.

W tym wpisie celowo pomijam opis sprzętu: wędzisko, kołowrotek itd... Są to rzeczy najmniej istotne w tym wszystkim i głównie służą tylko naszej wygodzie.

Cała sztuka w łowieniu okoni z czystych wód polega na:
- odnalezieniu miejsc przebywania
- zdobyciu informacji na temat pobieranego pokarmu/ofiar
- upodobnieniu naszych wabików do nich
- jak najbardziej naturalnym prowadzeniu przynęty

Im mętniejsza woda, tym mniejsze wymagania co do przynety

Mógłbym tak pisać bez końca, wygrzebując z pamięci różne sytuacje zaistniałe podczas polowania na okonie. Być może dopiszę jeszcze kilka zdań do tego artukułu.

Wpis ten jest adresowany głównie do zaawansowanych wędkarzy, a w szczegłoności do utalentowanych twórców przynęt. Na dzień dzisiejszy rynek nie oferuje nam zbyt wielu rarytasów do połowu największych okazów tego gatunku.. Trzeba samemu podgladać naturę i skrobać sobie ułożone w głowie wzory. Zapewniam jednak, że warto.

Wskazówki z tego wpisu można oczywiście w pewnym sensie "zminiaturyzować" do swoich potrzeb i na np wabiki 5-7cm w naturalnych kolorach z powodzeniem łowić pasiaczki mniejszych rozmiarów. Nie każdy przecież ma tyle czasu i zapału, żeby oddać się poszukiwaniu największych okazów danego gatunku. Można też z skorzystać z pewnych podpowiedzi i próbować łowić duże okonie w żwirowniach i gliniankach, gdzie nie zawsze drapieżniki mają pod nosem spore ofiary i siłą rzeczy odżywiają się tym, czego mają pod dostatkiem. W takich sytuacjach będą dobrze reagować na wszelkie imitacje słonecznicy, skarłowaciałych wzdręg, płotek i uklejek.

tags: #okoń #wiosną #czysta #woda

Popularne posty: