Druga nić DNA: Odwrócone przyczyny podobieństw biologicznych
- Szczegóły
Dzieci często wyglądają tak jak ich rodzice. Nic w tym zaskakującego, ponieważ są blisko spokrewnieni.
Ewolucjoniści rozszerzają tę logikę na podobieństwa między gatunkami, gromadami i typami, argumentując, że wszyscy pochodzimy od wspólnego przodka - nasiona darwinowskiego drzewa życia.
Na przykład DNA pojawia się wszędzie w świecie ożywionym. Dlaczego? Według ewolucjonistów wszyscy pochodzimy od jednego lub kilku jednokomórkowych organizmów, które miały DNA.
Niejednokrotnie spotkałem się z tym, że wniosek o wspólnych cechach lub wspólnym przodku przedstawiano tak, jakby to była oczywista prawda.
Przekonanie, że podobieństwa stanowią dowód wspólnego pochodzenia, ignoruje pewną logiczną możliwość: te wspólne cechy mogły powstać w wyniku wspólnego projektu.
Przeczytaj także: Korzyści z Używania Nawilżacza Powietrza
Pomyślmy o samochodach. Tesla i Cadillac dzielą wiele cech - cztery koła, opony z gumy syntetycznej, hamulce, dwie osie, wycieraczki przedniej szyby, przednie reflektory.
Nic z tego oczywiście nie oznacza jednak, że Tesle powstały z Cadillaców wskutek działania ślepych procesów ewolucyjnych albo odwrotnie.
Widzimy ten wzorzec nawet w odmiennych dziedzinach technologii. W jednym przypadku koło jest przystosowane do użytku w młynie wodnym, a w innym używa się go jako koła zębatego w zegarku. Ma zastosowanie w rowerze albo jako nóż do pizzy.
A co z organizmami żywymi? Czy projektant życia mógł użyć albo ponownie wykorzystać różne dobre koncepcje projektowe w bardzo zróżnicowanych kontekstach biologicznych?
Jedynym sposobem na bezpośrednie przeskoczenie od biologicznych podobieństw do wspólnego pochodzenia drogą ślepej ewolucji jest odgórne wykluczenie hipotezy projektu - potraktowanie jej jako idei, której nie należy rozważać, jako myśli, o której nie należy myśleć.
Przeczytaj także: Jakość powietrza w Polsce: Analiza
Kiedy odgórnie wykluczamy hipotezę projektu, popełniamy błąd logiczny nazywany błędem niedostatecznego uzasadnienia. Dla niektórych to jest tylko zwykły błąd, którego możemy uniknąć, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że go popełniamy.
Jedną z reakcji tych, którym wytknie się ten błąd logiczny, jest stwierdzenie, że hipoteza projektu „nie jest naukowa” - jak gdyby istniała jedna bezdyskusyjna definicja nauki.
W istocie to, co jest nazywane problemem demarkacji - granica między tym, co jest, a co nie jest nauką - to złożona i gorąco dyskutowana kwestia wśród ekspertów zajmujących się tym zagadnieniem, mianowicie filozofów nauki.
Na przykład niektóre definicje wykluczają hipotezy, które powołują się na byty nieobserwowalne. Wykluczają one jednak również dużą część tego, o czym mówi się w fizyce kwantowej, w której dokonano wszelkich rodzajów interesujących przełomów.
Inni naukowcy wskazują na to, że sercem i duszą nauki są powtarzalne eksperymenty przeprowadzane w warunkach laboratoryjnych i że bez takich eksperymentów nauka nie istnieje.
Przeczytaj także: Napoje gazowane: Pepsi i gaz
Ta definicja wyklucza jednak wszystkie nauki historyczne - od kosmologii, archeologii i kryminalistyki do biologii ewolucyjnej.
Filozof nauki Stephen Meyer przekonuje, że współczesna teoria ewolucji i teoria inteligentnego projektu są „metodologicznie równoważne”. Obie próbują odpowiedzieć na te same pytania o przeszłe zdarzenia.
Jedyna metodologiczna różnica między nimi jest taka, że współczesny darwinizm odwołuje się do reguły, która nie ma dostatecznego uzasadnienia, a według której biolodzy badający problem pochodzenia muszą rozważać wyłącznie przyczyny materialne, nigdy zaś przyczyny inteligentne.
Taka strategia nie powinna na nikim robić wrażenia, bez względu na to, jak wyrafinowanej terminologii użyto, aby ją opisać. Wykluczenie hipotezy projektu na mocy stwierdzenia, że „nie jest ona naukowa”, to po prostu przyodzianie błędu niedostatecznego uzasadnienia w fartuch laboratoryjny.
To jest wciąż błąd niedostatecznego uzasadnienia i nie rzuca się w ten sposób żadnego nowego światła na problem powstania nowych form roślin i zwierząt w historii życia.
Co w świetle danych empirycznych jest najlepszym wyjaśnieniem powstania nowych roślin i zwierząt w historii życia? Jakaś forma ślepej ewolucji? A może jakieś ważne świadectwa w przyrodzie wskazują na udział inteligentnego projektu? I jakie nowe odkrycia mogą przemawiać na korzyść jednej z tych teorii?
DNA: Informacja cyfrowa i wspólny projekt
Wróćmy do przykładu DNA. Ten kwas występuje wszędzie od bakterii do Beethovena. DNA jest informacją cyfrową, która koduje maszynerię i formę biologiczną.
Mówi się nam, że DNA szympansa i człowieka są podobne w 98 procentach, czego podobno powinniśmy się spodziewać, jeśli ludzie wyewoluowali z podobnego do szympansa przodka.
Jednakże to procentowe podobieństwo maleje, jeśli porównamy większe jednostki DNA.
Przecież to nasz DNA koduje białka tworzące na przykład krew, kości i mięśnie, ramiona i nogi, palce u rąk i nóg, oczy i uszy, usta i nos. Szympansy i ludzie mają wszystkie te rzeczy.
Czy powinniśmy być zszokowani, że projektant użył ponownie tego samego znakomitego oprogramowania, kiedy przyszedł czas na zaprojektowanie istot ludzkich?
Collins i inni mówią jednak, że inne dane genetyczne jasno wskazują na wspólne pochodzenie. Jednym z podawanych przez nich przykładów jest to, co potocznie określa się mianem śmieciowego DNA - są to fragmenty DNA, które nie kodują białek.
Dzisiaj cała idea śmieciowego DNA znajduje się jednak w odwrocie, ponieważ genetycy odkrywają coraz więcej funkcji takiego DNA. Sam Collins teraz przyznaje, że cała sprawa śmieciowego DNA była mocno wyolbrzymiona.
Collins, przemawiając na J.P. Healthcare Conference w San Francisco, poddał się: „nie używamy już określenia »śmieciowy DNA«, ponieważ - jak sądzę - uznanie, że możemy zignorować jakąkolwiek część genomu, było przejawem pychy, tak jak byśmy wiedzieli dostatecznie dużo, by móc stwierdzić, że jest on w dużej mierze niefunkcjonalny”.
Neodarwinizm doprowadził ewolucjonistów do przyjęcia założenia, że większość naszego DNA okaże się odpadem pozostałym po zachodzącym metodą prób i błędów procesie ewolucji. Teoretycy projektu przewidzieli natomiast, że „śmieciowy DNA” okaże się funkcjonalny. Hipoteza wspólnego pochodzenia doprowadziła do błędnego przewidywania.
Collins wskazał również inny zbiór danych empirycznych świadczących o tym, że szympansy i ludzie dzielą wspólnego przodka. Dane te także są jednak problematyczne.
Collins pisze, że ludzki chromosom 2 jest skutkiem połączenia dwóch chromosomów podobnych do tych odkrytych u szympansów. Zwraca on uwagę na to, że szympansy i inne człowiekowate mają 24 pary chromosomów, podczas gdy ludzie mają ich tylko 23.
Wiążą się z tym jednak dwa problemy. Po pierwsze, jeśli połączenie chromosomów miało miejsce, niekoniecznie wskazuje to na wspólne pochodzenie z szympansami.
Casey Luskin dobrze podsumowuje tę sprawę w książce Science and Human Origins [Nauka i pochodzenie człowieka]: „Dane świadczące o połączeniu chromosomów wzmacniają co najwyżej znany nam już wniosek, że szympansy i ludzie mają duże podobieństwo genetyczne. Takie funkcjonalne podobieństwa da się równie łatwo wyjaśnić jako skutek spełnienia wymogów funkcjonalnych związanych ze wspólnym projektem”.
Po drugie, co tłumaczy również Luskin, okazuje się, że nie jest nawet jasne, czy chromosom 2 jest skutkiem fuzji dwóch odrębnych chromosomów.
Jak doniesiono w artykule opublikowanym na łamach „Genome Research”, sekwencja interesującego nas tutaj DNA jest krótsza niż powinna, gdyby była skutkiem fuzji, a także znacznie bardziej różni się „od prototypowych powtórzeń telomerowych”.
Autorzy tego artykułu oferują następnie pewne możliwe wytłumaczenia tego niespodziewanego odkrycia, żadne z nich nie uwzględnia jednak możliwości, że ludzie zostali inteligentnie zaprojektowani i nie powstali wskutek ślepej ewolucji z przodków przypominających małpy człekokształtne.
Problem drzewa życia
Jeśli zamiast skupiać się na chromosomie 2 u ludzi szerzej spojrzymy na dane genetyczne, dostrzeżemy większy problem związany z ideą makroewolucji całego życia ze wspólnego przodka.
W 1965 roku Linus Pauling i biolog Emil Zuckerkandl, zasugerowali sposób, w jaki można sprawdzić tezę głoszącą zachodzenie procesów makroewolucyjnych: gdyby analiza cech anatomicznych i sekwencji DNA doprowadziła do tego samego drzewa genealogicznego organizmów, byłoby to silnym świadectwem przemawiającym za makroewolucją.
Według nich jedynie teoria ewolucji mogłaby wyjaśnić zbieżność dwóch niezależnych łańcuchów świadectw. Jakie były rezultaty?
W ciągu ostatnich 28 lat dane doświadczalne wykazały, że drzewa genealogiczne oparte na cechach anatomicznych w wielu punktach odbiegały od drzew genealogicznych opartych na podobieństwach molekularnych, zatem brakowało im zbieżności.
Równie kłopotliwe dla idei makroewolucji było to, że drzewa genealogiczne oparte na różnych cząsteczkach dawały niezgodne drzewa genealogiczne.
Te rezultaty były niespodziewane, nawet dziwne, przy założeniu, że całe życie wyewoluowało z jednego wspólnego przodka poprzez długi szereg małych, losowych mutacji genetycznych w ciągu milionów lat.
Jeśli jednak darwinowska teoria ewolucji tłumaczy tylko skromne różnice między blisko spokrewnionymi gatunkami i jeśli różne podobieństwa i różnice między roślinami i zwierzętami bardzo różnorodnych rodzajów powstały głównie w wyniku wielokrotnego wykorzystania przez inteligentnego projektanta informacji genetycznej dla wspólnych celów oraz wprowadzenia nowych sekwencji DNA, by uzyskać coś zupełnie nowego, to nieustanne niepowodzenie w otrzymaniu jednego drzewa życia, jest w pełni zrozumiałe: nie ma żadnego ewolucyjnego drzewa życia, ponieważ nie istnieje wspólnota pochodzenia.
tags: #druga #nic #dna #odwrocona #przyczyny

