Awaria Oczyszczalni Ścieków "Czajka" w Warszawie
- Szczegóły
Oczyszczalnia ścieków „Czajka” jest największą oczyszczalnią nie tylko w Polsce, ale nawet w całej Europie Wschodniej.
Przebieg Awarii
Problemy w układzie przesyłowym, którym ścieki z lewobrzeżnej Warszawy płynęły do położonej na prawym brzegu Wisły Czajki, zaczęły się 27 sierpnia 2019 r. 27 sierpnia 2019 r. około godz. 5 rano nastąpiło rozszczelnienie rurociągu technologicznego „A”, transportującego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do OŚK Czajka. Ścieki zalały tunel na długości ok. 850 m. Przesył ścieków został uruchomiony rurociągiem „B”. Dzień później około godz. 7 rano nastąpiło nagłe rozszczelnienie rurociągu „B”. W konsekwencji rozpoczął się zrzut ścieków nieoczyszczonych do Wisły.
Druga awaria wystąpiła 29 sierpnia 2020 r., co spowodowało intensywny wypływ ścieków oraz zalanie części tunelu i części komory wejściowej syfonu. Znów ścieki trafiały bezpośrednio do Wisły.
Łącznie od dnia pierwszej awarii (28 sierpnia 2019 r.) do dnia jej usunięcia (16 listopada 2019 r.) do Wisły odprowadzono ponad 5 mln 100 tys. m3 surowych ścieków.
Przyczyny Awarii
Przyczyn awarii oczyszczalni ścieków „Czajka” w 2019 roku należy upatrywać w niepotrzebnych zmianach wykonawczych względem projektu budowalnego - wynika z kontroli przeprowadzonej przez NIK. Powołani przez NIK biegli ustalili, że jedną z głównych przyczyn pierwszej awarii i prawdopodobnie drugiej było zastosowanie pianobetonu.
Przeczytaj także: Oczyszczalnia Czajka: Awarie
Również podczas projektowania i uzyskiwania wymaganych pozwoleń nie wyeliminowano rozwiązań projektowych zwiększających ryzyko wystąpienia awarii. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie (MPWiK) nie uniknęło błędów w procesie projektowania, budowy i eksploatacji podziemnych kolektorów transportujących ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do OŚK Czajka.
W trakcie realizacji układu przesyłowego ścieków zostały wprowadzone zaproponowane przez wykonawcę zmiany w projekcie budowlanym, które zaakceptował projektant. Powołani przez NIK biegli zgodnie ocenili, że wprowadzone zmiany najprawdopodobniej doprowadziły do pierwszej awarii. MPWiK nie ponosiło bezpośredniej odpowiedzialności za te zmiany, ale wiedziało o nich.
Codzienna obserwacja 14 kamer nie pozwalała na stwierdzenie stanu kolektorów przesyłowych lub przecieków w dolnej części tunelu z uwagi na przykrycie ich płytą dociążającą.
Skutki Awarii
W jej efekcie nieczystości były w całości zrzucane do Wisły. Skutkiem zrzutu ścieków do Wisły będzie utrzymujący się przez dłuższy czas zwiększony poziom stężenia biogenów, głównie mineralnych form azotu i fosforu, które przyczyniają się do eutrofizacji wód. Wpływ biogenów na stan Wisły odczują zwłaszcza organizmy wodne. Niemal wszystkie małże występujące w Polsce są wrażliwe na zanieczyszczenia i niedobory tlenu w wodzie.
Podczas trwania awarii do Wisły może trafiać 10,8 ton fosforu i 101 ton azotu tygodniowo. Są to wartości odpowiednio 18 i 9 razy większe. Oznacza to, że w każdym tygodniu awarii, Warszawa zrzucała do Wisły ze swojego lewego brzegu tyle fosforu - najbardziej szkodliwego pierwiastka pod kątem eutrofizacji - ile normalnie zrzuciła by przez cztery miesiące, dlatego tak ważna była likwidacja awarii oraz znalezienie alternatywnego, czasowego rozwiązania, umożliwiającego zatrzymanie zrzutu nieoczyszczonych ścieków wprost do Wisły.
Przeczytaj także: "Czajka": Chronologia awarii i reakcje
Awaria układu przesyłowego pod Wisłą jest poważna i trzeba teraz skupić się na jak najszybszym ograniczeniu szkód. Jej skutkiem jest skokowy wzrost zanieczyszczeń w Wiśle, zaburzenie ekosystemu rzeki. Ucierpi też ekosystem Bałtyku. Mówiąc najprościej: ścieki komunalne i przemysłowe to znakomity obiad dla sinic i brunatnic.
Działania Naprawcze i Reakcje
Poza koordynacją prac nad budową tymczasowej instalacji do przerzutu ścieków do oczyszczalni „Czajka”, pracownicy Nadzorów Wodnych i Zespołów Wsparcia Technicznego Wód Polskich prowadzą ciągły monitoring rzeki Wisły na przeszło stukilometrowym odcinku rzeki, od Mostu Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie do Płocka.
30 sierpnia 2019 r. na spotkaniu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podjęto decyzję o budowie rurociągów na moście pontonowym. MPWiK przełączyło wówczas przepływ ścieków z tymczasowego układu na moście pontonowym do nowego rurociągu alternatywnego układu przesyłowego, który został wydrążony pod Wisłą. Początkowo działała jedna nitka układu. Druga została uruchomiona w czerwcu 2021 r.
W celu ustalenia przyczyn awarii poproszono o ekspertyzę naukowców z Politechniki Warszawskiej. Wstępne ustalenia zostały opracowane we wrześniu 2019 r., ostateczne były gotowe w czerwcu 2020 r. W sierpniu ekspertyza została zaopiniowana przez Politechnikę Krakowską. Dokumenty objęto tajemnicą przedsiębiorstwa.
NIK pozytywnie oceniła decyzje podjęte w MPWiK i w Urzędzie m.st. Warszawy dotyczące przywrócenia funkcjonowania kolektorów i ograniczenia skutków awarii m.in. ozonowania ścieków wpływających do Wisły, monitorowania lewobrzeżnej strony Wisły poniżej wylotu ścieków.
Przeczytaj także: Warszawskie awarie oczyszczalni
Kwestie Polityczne
W trakcie kampanii prezydenckiej w 2020 roku obóz PiS krytykował Rafała Trzaskowskiego za nieudolne rządy w Warszawie. W wyniku awarii kolektorów doszło do wycieku ścieków, które trafiły bezpośrednio do Wisły.
Już przy okazji ubiegłorocznej awarii PiS i PO przerzucały się odpowiedzialnością. Politycy partii rządzącej wskazywali na to, o czym teraz mówi Jaki. Urzędująca w czasach realizacji inwestycji prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz odbijała piłeczkę, przekonując, że winę ponoszą decydenci z roku 2005.
Bezpieczeństwo Wody
Wszystkie służby zgodnie podkreślają, że ujęcia wody i tym samym woda w kranach są bezpieczne. Zarówno w Warszawie, jak i dalej, w dół rzeki.
Trzeba pamiętać, że nim woda trafi do kranu, jest również oczyszczana i uzdatniana. To nie jest tak, że prosto z Wisły leci do naszych kranów - podkreśla prof.
Kontrola NIK
Kontrolerzy NIK zajęli się sprawą funkcjonowania kolektora ściekowego Czajki z własnej inicjatywy. Pretekstem była jego pierwsza awaria w sierpniu 2019 roku. Najpierw zepsuł się jeden z dwóch rurociągów transportujących ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni. Nieczystości skierowano wówczas do drugiego kolektora, który następnego dnia też przestał funkcjonować. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji podjęło wówczas decyzję o kontrolowanym zrzucie nieczystości do Wisły. Równo rok później doszło do kolejnej awarii.
W ocenie NIK działania MPWiK związane z projektowaniem, budową i eksploatacją kolektora ściekowego do Czajki, "nie zapewniły ciągłego i bezpiecznego dla środowiska przesyłu ścieków" i nie wyeliminowały czynników zwiększających ryzyko wystąpienia awarii.
Izba jako niewystarczające określa również działania nadzorcze władz miasta na etapie budowy układu przesyłowego pod dnem Wisły oraz w trakcie jego funkcjonowania. Według kontrolerów prezydent Warszawy nie wykorzystał "wszystkich możliwych środków nadzoru właścicielskiego" oraz uprawnień kontrolnych wynikających z umowy na realizację inwestycji. "Nie sprawował również skutecznego nadzoru nad prawidłowości postępowania administracyjnego zakończonego wydaniem decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych dla tej inwestycji" - czytamy w raporcie.
NIK przyznaje, że do momentu awarii w 2019 roku prezydent Warszawy nie otrzymywał żadnych sygnałów o problemach z funkcjonowaniem kolektora przesyłowego. Ale w tym czasie ani razu nie zwracał się też do rady nadzorczej MPWiK o przeprowadzenie kontroli i nie zlecał takich działań urzędnikom ratusza.
W raporcie wskazano jeden plus dla władz stolicy i MPWiK - kontrolerzy pozytywnie ocenili działania podjęte w celu ustalenia przyczyn pierwszej awarii oraz ograniczenia jej skutków dla środowiska. Pozostałe wnioski nie są już pochlebne.
Zarzuty NIK dotyczące bezpieczeństwa
Jeden z najpoważniejszych zarzutów dotyczy niezapewnienia przez MPWiK bezpieczeństwa osób znajdujących się w układzie przesyłowym w trakcie pierwszej i drugiej awarii w Czajce oraz pomiędzy nimi.
Jako przykład podają sytuację z okresu pierwszej awarii, gdy tuż po rozszczelnieniu się nitki A do tunelu kolektora weszli pracownicy MPWiK oraz eksperci Politechniki Warszawskiej. Było wówczas po godzinie 23. Według NIK nie mieli oni wiedzy o przyczynach awarii, ani pewności, czy za chwilę nie nastąpi awaria pracującej nitki B - w trakcie kontroli NIK stwierdzono, że w tym momencie była już nieszczelna. Do jej pęknięcia i zalania tunelu ściekami doszło kilka godzin później - około godziny 7 następnego dnia. Gdyby w tunelu znajdowali się ludzie, mogłoby dojść do tragedii. Zdaniem biegłych, w trakcie oględzin "istniało realne ryzyko gwałtownego rozszczelnienia nitki B, która w tym czasie przesyłała ścieki z tempem ok. 2,8 m3 /s".
Niedociągnięcia w Działaniach MPWiK
Na negatywną ocenę zasłużyło też przygotowanie MPWiK do działania w przypadku awarii związanych z nieszczelnością układu przesyłowego. Kontrolerzy zaznaczyli, że choć obsługa systemu sterowania kolektorami miała duże doświadczenie w tym zakresie, to "nie była przygotowana do sprawnego reagowania w czasie zaistniałej awarii, w warunkach znacznego stresu".
Jak podkreślono, nie było szczegółowych procedur postępowania w takich wypadkach, więc zachowanie obsługi doprowadziło do chaotycznych działań, skutkujących zwiększeniem skali awarii i zniszczeń.
Kontrolerzy przytaczają tu postępowanie brygadzisty w Zakładzie "Farysa". Mężczyzna zeznał, że zauważył w systemie alarm "podtopienie tunelu", ale skasował go, bo ten "często się wyświetlał". Alarm pojawił się po chwili ponownie i monter kanałowy zwrócił wówczas uwagę, że w tunelu na monitoringu wizyjnym widoczna jest woda. Brygadzista zawiadomił o awarii mistrza układu przesyłowego i dostał polecenie zamknięcia zasuw w komorze startowej. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego uczynił to dopiero po upływie około 25 minut po wystąpieniu awarii.
Kolejnym problemem była ocena sprawności nitki B. "Pomimo zaangażowania doświadczonych pracowników na szczeblu kierowniczym nierzetelnie przeprowadzono ocenę szczelności nitki B po rozerwaniu nitki A w trakcie pierwszej awarii" - podaje NIK. Błędnie uznano ją za szczelną i uruchomiono przesył ścieków, co doprowadziło również do jej uszkodzenia. W efekcie konieczne było rozpoczęcie zrzutu ścieków do Wisły.
Błędy Projektowe Wytykane Przez NIK
Kontrolerzy prześwietlili również historię powstania układu przesyłowego Czajki. Wskazują, że prawidłowo przebiegał proces wyboru koncepcji i wariantu przesyłu ścieków z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni oraz projektu budowlanego. Mimo to "nie udało się uniknąć błędów projektowych w postaci rozwiązań zwiększających ryzyko wystąpienia awarii tego układu". Jednocześnie zaznaczono, że "ich wykrycie wykraczało poza powszechnie przyjęty zakres nadzoru inwestora w procesie projektowania".
Jako przykład wskazano przebieg rurociągów przesyłowych przy komorze wejściowej na lewym brzegu Wisły. Dwukrotnie je zakrzywiono, by omijały cylindryczny zbiornik na ścieki. Zdaniem biegłego, powołanego przez NIK, powodowało to zaburzenia przepływu i obciążenia. W dodatku przepływ ścieków przez takie kolano, wywoływał wiry, których działanie mogło przyspieszać korozję i erozję ścianek rurociągów. W efekcie mogły wytwarzać się nadmierne wibracje i pęknięcia ścianek.
Kontrolerzy wykazali też, że projektant nie uwzględnił sposobu usuwania przecieków w dolnej części tunelu przesyłowego i jako pewnik przyjął niezmienną w czasie, co najmniej 50-letnią szczelność rurociągów. Choć zakładano, że w tunelu może dochodzić do przecieków, to nie opracowano zabezpieczeń na wypadek jego całkowitego zalania. "Ryzyko rozwoju stanu awaryjnego oraz skala ewentualnych uszkodzeń byłyby niższe, gdyby powyższe przecieki i ich odprowadzenie uwzględniono w projekcie budowlanym" - stwierdzono.
Negatywnie oceniono też zasłonięcie rurociągów lekkim betonem i płytą z wykończeniem posadzką. Takie rozwiązanie wykluczyło możliwość bieżącej obserwacji stanu rurociągów i symptomów zwiastujących awarię.
Zmiany w Projekcie a Awaria Kolektora
Kolejnym zarzutem wobec MPWiK jest to, że spółka nierzetelnie monitorowała budowę układu przesyłowego oraz działania inspektora nadzoru inwestorskiego i inżyniera kontraktu. Efektem było wprowadzenie zmian wykonawczych względem projektu budowlanego, które zdaniem biegłych powołanych przez NIK, najpewniej doprowadziły do pierwszej awarii kolektora.
Biegli wskazali, że jedną z nich była zmiana sposobu i miejsca połączenia rur stalowych (zamontowane w syfonie na lewym brzegu Wisły) z rurami z tworzywa GRP (biegnącymi przez tunel pod rzeką). Obliczyli, że w wykonanym połączeniu nie zachowano jednolitej średnicy wewnętrznej, przez co około 1/3 grubości ścianki rury z GRP utworzyła próg na drodze przepływu ścieków. Według opinii producenta rur, przytaczanej przez NIK, mogło to wywołać zjawiska przyczyniające się do uszkodzenia rur.
W raporcie stwierdzono w dodatku, że w miejscach, gdzie przeniesiono łączenia rur oddziaływały na nie "szczególnie niekorzystne siły".
W raporcie wyjaśniono, że oprócz nieprawidłowego zlicowania rury stalowej z rurą GPR, fragment tej drugiej w miejscu łączenia został docięty na miejscu szlifierką na wymiar "w sposób niestaranny i nierówny". "Jego niezabezpieczona powierzchnia o licznych zagłębieniach i rowkach zwrócona była w kierunku napływu ścieków tworząc jednocześnie próg" - podano.
Biegli twierdzą, że oddziaływanie pulsacji ciśnienia na ten element w połączeniu z naporem rur przyczyniło się do powstania pierwszej awarii.
Druga istotna zmiana to zastosowanie pianobetonu zamiast lekkiego betonu wokół rurociągów. W trakcie budowy okazało się, że wykonawca nie może pozyskać pomp zdolnych dostarczyć beton co najmniej 650 metrów w głąb tunelu. Alternatywą było ułożenie torowiska, którym dowożono by zasobniki z betonem, ale to rozwiązanie oznaczało znaczące opóźnienie w realizacji inwestycji. Dlatego wykonawca zaproponował, że wykorzysta pianobeton - materiał lżejszy, mniej wytrzymały i zdolny do nasiąkania wodą oraz jej gromadzenia, co może znacznie osłabiać jego wytrzymałość.
Rozwiązanie zaakceptowali: główny projektant konstrukcji układu przesyłowego, inżynier kontraktu i inspektor nadzoru inwestorskiego. "Główny projektant konstrukcji zeznał, że przed zaakceptowaniem zastosowania pianobetonu do wypełnienia przestrzeni międzyrurowej w tunelu nie dokonywał żadnych obliczeń dla nowego materiału" - podaje NIK.
Biegli ocenili, że pianobeton może być stosowany jako izolacja, ale nie jako materiał konstrukcyjny, zwłaszcza w miejscach wilgotnych. Oznacza to, że nie mógł skutecznie zastąpić pierwotnie planowanego betonu.
Podczas testów szczelności rurociągów w 2012 roku okazało się, że pusta nitka A jest wypychana w górę siłą wyporu przez wodę nagromadzoną podczas prac w przestrzeniach międzyrurowych. Pianobeton nie był w stanie temu zapobiec, a w dodatku dochodziło do pękania i odspajania się tego materiału od rury. Ta sytuacja spowodowała wstrzymanie prac, konieczność usunięcia jej skutków i znalezienia rozwiązania problemu. Tym sposobem wykonawca stracił cały czas "zaoszczędzony" dzięki zmianie materiału do zalania rur.
Ta sytuacja wymusiła trzecią zmianę - pomysł wykonania żelbetowej, grubej na ponad 30 centymetrów płyty dociążającej zamiast cienkiej płyty nawierzchniowej. "W opinii biegłego - powołanego przez NIK - zastosowanie płyty dociążającej na słabonośnym pianobetonie sprzyjało rozwojowi przemieszczeń, odspojeń i ruchów osiowych rurociągów technologicznych w warunkach ukrycia. Gruba płyta żelbetowa nie pozwalała, aby zjawiska niekorzystne i symptomy awarii dawały o sobie znać na powierzchni. Podparcie rurociągów od góry było nieskuteczną metodą stabilizacji. Było to niezgodne z zasadami sztuki inżynierskiej" - oceniono.
Nierzetelność w Procedurach MPWiK
Innym przykładem nierzetelności, wytkniętym MPWiK przez NIK, było doświadczenie zawodowe kierownika budowy. W warunkach przetargowych wymagano minimum pięciu lat na tym stanowisku. Tymczasem powierzono to zadanie osobie, która w dniu podjęcia pracy miała 3 lata, 11 miesięcy i 14 dni doświadczenia.
Zastrzeżenia wzbudziła też procedura odbioru inwestycji przez MPWiK. "W spółce w sposób niedostateczny analizowano dokumentację stworzoną w ramach budowy oraz nierzetelnie zweryfikowano raport końcowy inżyniera kontraktu" - twierdzą kontrolerzy. I zarzucają, że pracownicy MPWiK wyznaczeni do odbioru nie stwierdzili wskazanych w dokumentacji powykonawczej odchyleń w położeniu obu rurociągów w tunelu pod Wisłą. Odchylenie w położeniu rurociągu A względem projektu wynosiło 18 centymetrów, a rurociągu B - 50 centymetrów. Przepisy dopuszczają maksymalne odchylenie na poziomie 10 centymetrów.
Osoby odpowiedzialne za odbiory zaakceptowały też raport końcowy inżyniera kontraktu, mimo że stwierdzał wybudowanie nieistniejących obiektów na terenie Zakładu "Świderska" - budynku magazynowo-garażowego oraz budynku portierni. NIK ocenia, że działanie to wskazuje na brak kontroli raportu końcowego.
Niewystarczające Działania w Zakresie Eksploatacji
Zdaniem NIK, wodociągowcy podejmowali niewystarczające działania w celu zapewnienia prawidłowej i bezpiecznej eksploatacji kolektora ściekowego. Co prawda stwierdzono, że system przeglądów kolektora "wykraczał poza standardy branżowe", jednak nie pozwalał na ocenę stanu faktycznego rurociągów w tunelu pod Wisłą. Nie było możliwości codziennej obserwacji ze względu na zabetonowanie i ukrycie ich pod żelbetonową płytą.
"Nierzetelnym działaniem było przerwanie prowadzonej inspekcji, przez co nie poddano kontroli miejsca, w którym niemal dwa lata później wystąpiła pierwsza awaria" - podaje NIK, odnosząc się do zdarzeń z 2017 roku. Inspektorom udało się wtedy pokonać około 75 procent długości tunelu. Jako przyczynę przerwania kontroli podano wystąpienie niebezpiecznego stężenia gazów.
tags: #czajka #oczyszczalnia #awarii #kamera

