Śląsk: Krystalicznie Czysta Woda, Kopalnie i Analiza Zasobów
- Szczegóły
Śląsk, region bogaty w historię górniczą, skrywa wiele fascynujących miejsc związanych z wodą. Od malowniczych parków po dawne kopalnie, woda odgrywa tu kluczową rolę, zarówno w kontekście rekreacyjnym, jak i gospodarczym.
Park Gródek - „Polskie Malediwy” na Śląsku
Miejsce, gdzie w drugiej połowie XX wieku znajdowała się kopalnia dolomitu, w ostatnich latach przeszło niesamowitą metamorfozę. Po zakończeniu eksploatacji część wyrobiska została w ciągu kilkudziesięciu godzin zalana i powstał obecny zbiornik. Park Gródek zachwyca turystów, których z roku na rok przybywa do Jaworzna coraz więcej, często to całe rodziny, spotkać tutaj można także młode pary, przyjeżdżają na ślubne sesje, fotografują się na kładkach na wodzie i skarpach nad urwiskiem. Na wizytę w parku Gródek, nazywanym także „polskimi Malediwami”, warto zarezerwować trochę czasu, bo zbudowanych zostało tutaj aż kilka kilometrów ścieżek spacerowych.
Wysokość ścian kamieniołomu sięga nawet do 30 metrów, a głębokość wody nawet 20 metrów. Staw Gródek, jest wykorzystywany przez nurków. Powstała tutaj baza, która jest jedną z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Polsce. To także miejsce szkoleniowe, przyjeżdżają tutaj uczyć się nurkowie z całej Polski. W wodzie pozostał sprzęt wydobywczy, który stał się dużą atrakcją dla nurków. Trzeba jednak pamiętać o tym, że kąpać się parku Gródek nie wolno, choć turkusowa i krystalicznie czysta woda kusi. Na terenie parku funkcjonuje kilka punktów gastronomicznych, można tutaj spędzić ciekawie nawet cały dzień, jeśli tylko oczywiście jest sprzyjająca pogoda.
Zasoby Wodne w Polsce - Czy Grozi Nam Katastrofa?
- Biorąc pod uwagę bezwzględne zasoby wód powierzchniowych, faktycznie nie wypadamy najlepiej - mówi dr Tomasz Walczykiewicz z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Krakowie. - Na jednego mieszkańca przypada u nas rocznie ok. 1600 m3, podczas gdy w Europie średnio ok. 4500 m3. Mimo wszystko to jeszcze nie Egipt i z pewnością nie ma mowy o jakiejś katastrofie w zaopatrzeniu. Zgodnie z analizą przygotowaną dla Ministerstwa Środowiska co najmniej do roku 2030 nasz kraj nie będzie zagrożony niedostatkiem wody.
Podobnego zdania jest dr Piotr Herbich z Państwowego Instytutu Geologii w Warszawie: - Wody mamy pod dostatkiem i analizując dane zbierane od ponad 50 lat, trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której groziłyby nam braki w zaopatrzeniu - potwierdza. - Dziś pobieramy ledwie 17-18 proc. tego, co moglibyśmy pompować bez uszczerbku dla podziemnych zasobów i bez szkody dla środowiska, czyli ekosystemów, które też z niej korzystają. A trzeba pamiętać, że z podziemnych zbiorników czerpie nie tylko ludność, ale także przemysł. Wystarcza dla wszystkich chętnych.
Przeczytaj także: Ekologiczna alternatywa dla szamba
Choć zatem niedobory wody w dającej się przewidzieć przyszłości nam nie grożą, trzeba dbać, by to, co mamy, było dobrej jakości. A z tym są problemy. - Weźmy taki Kraków - wzdycha dr. Walczykiewicz. - Leży nad Wisłą, a zupełnie nie korzysta z jej zasobów. Krakowianie piją wodę z Raby, pompowaną z wybudowanego na potrzeby komunalne zbiornika w Dobczycach. To tańsze niż odsalanie i oczyszczanie wiślanego ścieku.
Problemy ze Ściekami i Retencją
Ścieki to zresztą osobne zagadnienie. Z unijnymi wytycznymi w tej dziedzinie jesteśmy na bakier. Nasz kraj zobowiązał się, że do 2015 r. wybuduje lub zmodernizuje 1734 oczyszczalnie (dla wszystkich miast powyżej 2 tys. tzw. mieszkańców równoważnych) i położy 37 tys. km sieci kanalizacyjnej. Szacowany koszt tych inwestycji to ponad 42 mld zł, ale jeśli ich nie ukończymy, będziemy płacić wysokie kary. Tymczasem opóźnienia są znaczne, m.in. w rozbudowie oczyszczalni „Czajka” w Warszawie. Wstyd przyznać, ale to dziś jedyna europejska stolica, która swoje komunalne ścieki spuszcza wprost do rzeki.
Kolejnym problemem jest retencja, czyli zbieranie wody w okresach, gdy jest jej za dużo (sezon jesienno-zimowy), żeby wykorzystać wtedy, gdy z nieba spada jej zbyt mało. - Dziś możemy zmagazynować ledwie ok. 6 proc. rocznego odpływu - mówi dr Walczykiewicz - a to o wiele za mało. Zwłaszcza że oprócz zużycia przez ludzi musimy też uwzględniać zapotrzebowanie na wodę różnych ekosystemów - zastrzega hydrolog. Nie chodzi jednak o budowanie kolejnych ogromnych zbiorników o pojemności zasilanie rozchód Soliny. Dziś w Europie dąży się do ograniczania inwestycji wodnych tylko do tych koniecznych. Prostsze i przyjaźniejsze naturze byłyby małe, za to liczne zbiorniki retencyjne. Ot, zwykłe stawy, jakie kiedyś kopano we wsiach dla celów przeciwpożarowych. Wiosną gromadziłyby wody roztopowe, a latem służyły do nawadniania.
- Koszty takich inwestycji nie są wielkie, na przeszkodzie stoją głównie niechęć i niewiedza - wzdycha hydrolog. - Trzeba bardzo dużo rozmawiać z rolnikami i przekonywać ich, że taka inwestycja szybko się zwraca w postaci wyższych plonów. To oznacza zresztą powrót do pierwotnych założeń melioracyjnych w naszym kraju, których celem nie było wcale drenowanie, tylko obniżanie poziomu wody na łąkach wtedy, kiedy trzeba było zbierać siano. W okresie intensywnej wegetacji zastawki podnoszono, żeby zapewnić trawie dobre nawodnienie. Niestety, energii i środków wystarczyło na wybudowanie systemu rowów i zastawek, ale już nie na bieżącą konserwację.
Gospodarka Wodna w Polsce
Warto podkreślić, że nasze rolnictwo i leśnictwo razem pobierają niecałe 9 proc. z 12 mln m3, jakie zużywamy w gospodarce (ponad 70 proc. przypada na przemysł, a reszta na potrzeby ludności). Na większości areału prowadzi się tzw. „nawadnianie podsiąkowe”, co oznacza, że rośliny wykorzystują wodę, która podsiąknie z okolicznych zbiorników, rzek i strumieni, oraz wody opadowe. Tymczasem na Zachodzie przemysłowe systemy nawadniania zaopatrują nawet 80 proc. upraw. Wbrew pozorom, taka technologia pozwala zmniejszyć ogólne zużycie wody, i to bez uszczerbku dla plonów.
Przeczytaj także: Opinie o basenach ozonowanych na Śląsku
Na szczęście tak długo, jak będą padać deszcze, woda będzie wsiąkać w glebę, dzięki grawitacji docierać do warstw wodonośnych i tam się gromadzić. Będzie też powolutku odpływać do rzek i zasilać je, bo nie może bez końca zbierać się w skale; musi znaleźć sobie jakieś ujście. W naszej strefie klimatycznej opady są co prawda zmienne, ale wody podziemne mają zdolność magazynowania i wyrównywania w czasie ich wahań. W okresach, gdy pada mniej, można zatem czerpać więcej wody, niż jej wsiąka, wiedząc, że w miesiącach o wyższej niż przeciętna średniej opadów braki zostaną uzupełnione.
W Polsce z zasilania podziemnego pochodzi ok. 40 proc. wody w rzekach. To ważne, bo nasze zasoby wód powierzchniowych są nierównomiernie rozdzielone. Pas środkowych nizin ma niewielkie zasoby własne, tzn. takie, których źródło znajduje się na ich terenach. Tam zaopatrzenie w wodę pochodzi głównie z rzek i zbiorników zasilanych wodami podziemnymi.
- W Polsce najwięcej wody opadowej przenika do podziemnych warstw w półroczu zimowym (listopad-kwiecień). - Wcale zresztą nie dlatego, że wtedy najwięcej pada - mówi dr Herbich. - Rzecz w tym, że z powodu niskich temperatur zmniejsza się wtedy parowanie, a zastopowana wegetacja roślinna nie „wyciąga” wody. Ponadto przeorywana jesienią gleba jest w stanie przyjąć jej więcej - dodaje hydrogeolog. - Prowadząc pomiary przez pół wieku, możemy jednak stwierdzić, że choć zmienia się sezonowo i wielosezonowo (lata posuszne/lata mokre), odnawialność zasobów wód podziemnych jest w Polsce stała. Do tego jest mniej więcej równomiernie rozłożona na obszarze całego kraju, nie tak jak we wspomnianym na wstępie Egipcie, w którym ilość dostępnej wody zależy od opadów w Sudanie i Etiopii, gdzie ma swoje źródła Nil.
Powszechny pogląd jest taki, że lustro wód gruntowych stale się obniża. Nauka jednak nie potwierdza tych sądów. - Poziom narzekania nie odzwierciedla rzeczywistego poziomu wód gruntowych - uśmiecha się dr Herbich. - W wielu miejscach wynika to z nieudolnie przeprowadzonej melioracji - tak dzieje się np. na Podlasiu. Zresztą poziomy wodonośne nie stanowią warstwy ciągłej. Mają zmienną grubość, głębokość i powierzchnię. Zwykle bywa tak, że nawet gdy obniża się lustro jakiegoś poziomu, z wyższych nadal można korzystać. Narzekania biorą się głównie stąd, że kopalnia czy inny zakład ma obowiązek wypłacić odszkodowanie albo zapewnić dostawy wody na odwadnianym przez siebie terenie.
Zaopatrywanie się w wodę z zasobów podziemnych ma wiele zalet, ale nie należy zapominać, że to, co teraz dzieje się na powierzchni, za kilkadziesiąt lat znajdzie swoje odbicie w stanie tych zbiorników. Tymczasem w przeciwieństwie do wód powierzchniowych, tych podziemnych nie da się łatwo oczyścić.
Przeczytaj także: Problemy ze smogiem na Śląsku
Inny problem stanowią tzw. wody chłodnicze. Przed wpuszczeniem do rzeki nie trzeba ich oczyszczać, ale schłodzić do temperatury niższej niż 20OC. To kosztuje, a podgrzana woda się marnuje. Tymczasem np. w Szwajcarii wody chłodnicze wykorzystuje się np. do hodowli jesiotra i ogrzewania szklarni. Dzięki temu firma „wyjściowa” nie musi płacić za instalację do chłodzenia, a hodowcy - za podgrzewanie wody do swoich celów. Tak oto ekonomia i ekologia idą ręka w rękę, ograniczając marnotrawstwo. A to jest spore, bo Europie marnuje się dziś od 6 (Dania) do 30 proc. (Włochy) pobieranej wody.
Duża Retencja i Zbiorniki Wodne
A co z polską tzw. dużą retencją, mającą chronić przed powodziami? Tam gdzie zagrożenie jest realne, inwestycje przeciwpowodziowe będą prowadzone. Do roku 2012 powstanie zbiornik Świna-Poręba na Skawie, który ma chronić przed powodzią m.in. Kraków. Kiedy go planowano, w czasach PRL-u, miał też stanowić źródło wody dla Śląska. Dziś takich potrzeb nie ma. Śląska aglomeracja narzeka, że coraz więcej płaci za wodę pompowaną z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Tymczasem sama leży na olbrzymich zasobach wód kopalnianych, bardzo dobrej jakości. Kopalnie jednak zrzucają je do rzek, a miasto pobiera gorszą wodę z dalekich ujęć powierzchniowych. Do tego sieć wodociągowa jest „za obszerna” jak na obecne potrzeby regionu, bo projektowano ją w czasach, gdy wszystko - także zużycie wody - miało u nas stale rosnąć.
- Cóż, taka była polityka - wzrusza ramionami dr Herbich. - Magazynowano wody z rzek w zbiornikach i z nich zaopatrywano aglomeracje. Przykładem takiego bezsensu jest zbiornik sulejowski, wybudowany specjalnie dla Łodzi, wraz z magistralą wodociągową. Łódź dziś w ogóle z niego nie korzysta, bierze wodę z systemu podziemnych ujęć. W odległości kilkuset metrów od zbiornika powierzchniowego wiercimy tzw. barierę studzien i czerpiemy z warstwy wodonośnej to, co przesiąka. Taki układ zmniejsza wahania własności fizykochemicznych wody, zwłaszcza jej temperatury. To ważne, bo jak w lecie tłoczy się wodę powierzchniową o temperaturze, powiedzmy, 20OC, w rurach rosną glony. Z oczyszczalni woda może wychodzić krystalicznie czysta, a w rurach i tak zacznie żyć własnym życiem.
Świnie-Porębie zostanie zatem retencja i rekreacja. Podobne plany są w odniesieniu do zbiornika Odra-Racibórz, który ma wyrównywać poziom Odry, tzn. zabezpieczać przed powodzią i zapewniać żeglowność przy niskich stanach wody. - Przy tego typu inwestycjach trzeba tylko pamiętać o odpowiednim nadzorze, tak by zbiorniki retencyjne nie stały się z czasem zbiornikami ścieków - przypomina dr Walczykiewicz.
Zbiornik włocławski może tu służyć za przestrogę. Wybudowana w latach 70. XX w. tama w założeniach miała być pierwszą z siedmiostopniowego systemu. Jako pojedynczy obiekt nie pracuje optymalnie, a poza tym poniżej zapory zdecydowanie obniża się dno rzeki. Zburzenie tamy mogłoby jednak doprowadzić do katastrofy ekologicznej, z powodu uwolnienia ogromnych ilości zgromadzonych tam toksycznych osadów. Dlatego obecnie najwięcej zwolenników zyskuje koncepcja budowy kolejnej zapory, w Nieszawie. To pozwoliłoby odciążyć Włocławek i ustabilizować dno rzeki między obu stopniami.
Katastrofa na Odrze
W lecie 2022 rzeka Odra stała się miejscem śmierci ryb i innych organizmów wodnych. Skala tego zjawiska była ogromna i przewyższała wszystko to, z czym kiedykolwiek wcześniej mieliśmy do czynienia. Na polskim odcinku rzeki wyłowiono według oficjalnych danych około 250 ton ryb. Strona niemiecka informowała o ponad 100 martwych ryb na ich odcinku Odry. W pierwszej fazie kryzysu martwe ryby wybierane były przez wędkarzy i wolontariuszy i nie podlegały ważeniu. Prawdopodobnie wiele z tych ryb i innych organizmów ze względu na niewielkie rozmiary nie zostało w ogóle odłowione przez sieci, a duża ich liczba opadła na dno i uległa procesowi rozkładu. Zjawisko to spowodowało znaczne obniżenie natlenienia wody i przyczyniło się do dalszego zwiększania śmiertelności organizmów wodnych.
Zgodnie z licznymi powstałymi w międzyczasie opracowaniami naukowymi i raportami, za śmierć ryb w Odrze odpowiada toksyna wytwarzana przez złote algi. Nie została jednak do teraz jednoznacznie określona bezpośrednia przyczyna uwalniania trucizny przez te organizmy.
Polska ma listę toksyn, która jest regularnie sprawdzana i na własne życzenie Polska może dodawać kolejne pozycje, ale Unia Europejska wymaga chyba od nas testowania 20 toksyn.
Dla nas, dla NIK-u ten panel jest bardzo istotny. Równolegle do naszego spotkania bowiem toczą się końcowe czynności naszej kontroli, właśnie związanej z kryzysem ekologicznym na rzece Odra.
Od stanu naszych rzek zależy funkcjonowanie wielu gałęzi gospodarki: wodę z rzeki wykorzystują rolnicy, czystej wody oczekują turyści czy wędkarze. Nie zapominajmy też, że dla części mieszkańców kraju woda z rzek stanowi źródło wody pitnej. Ciąży więc na nas odpowiedzialność za dołożenie wszelkich starań, by woda w niej nie była po prostu trucizną.
Pozwolę sobie przywołać brzmienie preambuły unijnej Ramowej Dyrektywy Wodnej: „Woda nie jest towarem, lecz dziedziczonym dobrem, które musi być chronione, bronione i traktowane jako takie. Naszym bezwzględnym obowiązkiem jest więc troska o środowisko wodne, by kolejne pokolenia mogły bezpiecznie w nim funkcjonować i z niego korzystać”.
Sztolnia Czarnego Pstrąga
Zobacz, jedyną w Polsce, wciąż działającą sztolnię wpisaną na listę UNESCO i jeden z najdłuższych w Europie podziemnych przepływów łodziami. Dowiedz się, w jaki sposób górnicy pokonali siły natury oraz odkryj wykute w skale tajemnicze legendy.
Sztolnia Czarnego Pstrąga to jeden z najdłuższych w Europie podziemnych przepływów łodziami fragmentem XIX-wiecznej Sztolni Głębokiej Fryderyk. Obiekt położony jest na terenie urokliwego Parku Repeckiego.
Trasa biegnie kilkadziesiąt metrów pod ziemią. W tajemniczej scenerii, przy świetle lamp karbidowych, turyści pokonują łodziami odcinek 600 m. Przewodnik wprawia łódki w ruch, odpychając się od ścian sztolni zwanych ociosami. Jednocześnie snuje opowieści o dawnym górnictwie. Z uwagi na sposób zwiedzania sztolnia nazywana jest również podziemną Wenecją.
Sunąc po krystalicznie czystej wodzie, wypełnione turystami łodzie przepływają przez cztery murowane bramy (Pamięci, Odważnych, Szczęśliwych i Leniwych). Każda z nich skrywa tajemnice związane z budową tego arcydzieła podziemnej hydrotechniki.
Sztolnia to również obcowanie z przyrodą. Na ociosach można zaobserwować różne gatunki grzybów i formy naciekowe. Krystalicznie czysta woda przyciąga kilka gatunków ryb, w tym pstrągi, od których wzięła się nazwa obiektu. Przy odrobinie szczęście można pod ziemią natknąć się nawet na nietoperze.
Osadnik Gajówka - Lazurowe Jezioro, Śmiertelne Niebezpieczeństwo
Od 2017 r. "Polskie Malediwy" to sztuczny zbiornik pochodzenia produkcyjnego o powierzchni ponad 100 ha. Turkusowy kolor wody zawdzięcza węglanowi wapnia, który był tu transportowany wraz z odpadami Chociaż lazurowa woda Osadnika Gajówka zachęca do kąpieli, pod żadnym pozorem nie nie wolno do niej wchodzić! Samo moczenie w niej nóg czy dłoni szkodzi skórze Spacerowanie blisko brzegu również jest śmiertelnie niebezpieczne. W Internecie znaleźć można liczne zdjęcia zapadniętych ludzi - czasem nawet i ponad kolana. Z błotnistej mazi toksycznych, mokrych popiołów trudno się wydostać.
Osadnik Gajówka, zwany "lazurowym jeziorem", znajduje się w gminie Przykona, w województwie wielkopolskim. Miejsce to zyskało miano "polskich Malediwów" za sprawą rajskiego krajobrazu, na który składają się biały piasek i przejrzysta, lazurowa woda.
Tak naprawdę "jezioro" to sztuczny zbiornik pochodzenia produkcyjnego o powierzchni ponad 100 ha. Najpierw, do lat 70. XX w., był wyrobiskiem Kopalni Węgla Brunatnego Adamów, potem był wykorzystywany jako składowisko popiołów i żużli przez pobliską Elektrownię Adamów. Z czasem zbiornik został wypełniony wodą.
Osadnik Gajówka zawdzięcza turkusowy kolor wody węglanowi wapnia, który był transportowany tutaj wraz ze wspomnianymi odpadami paleniskowymi w formie pulpy. Kąpiel w jeziorze jest całkowicie zakazana ze względu na silnie zasadowy odczyn wody (ok. 12 pH). Próba pływania w tym miejscu wiązać się będzie z poparzeniem ciała. Nawet samo moczenie w niej nóg czy dłoni szkodzi skórze. Podłoże jest tu wyjątkowo niestabilne i grząskie.
Kopalnia Uranu w Kowarach - Z Tajemnicą w Głębiny
Kopalnia uranu - niegdyś owiana tajemnicą, dziś atrakcja turystyczna. Wszystko ma swoje początki mniej więcej w XII wieku, kiedy to niejaki Laurentius Angelus (pol. Wawrzyniec Anioł) przybywa na teren obecnych Kowar, odkrywa rudy żelaza i rozpoczyna wydobycia rud na Dolnym Śląsku. Najciekawsza część historii to wydobywanie rudy uranu.
Jednak zanim zaczęto się interesować uranem, Niemcy zamieszkujący tereny Sudetów pozyskują głównie rudę żelaza. Powstaje największa w Niemczech Kopalnia Żelaza „WOLNOŚĆ” („Bergfreiheit”). Odkryte na terenie kopalni złoża uranu traktowane są wówczas jako odpad i składowane w magazynach. Tuż po wojnie, kiedy Armia Czerwona wkracza pod Berlin, znajduje tam beczki z rudą uranu podpisane „Schmiedeberg” („Kowary”) i plany Kopalni Wolność. Wtedy Sowieci dowiadują się o uranie w Kowarach. Przyjeżdżają do Kowar, zabierają to co znajduje się w magazynach wraz z mapami i z dużą ilością uranu.
15.09.1947 roku Sowieci podpisują umowę z rządem polskim, dotyczącą poszukiwania i wydobycia rud uranu. Rusza wydobycie w Kopalni Wolność i powstaje osiem grup geologiczno-poszukiwawczych, które przeczesują cały Dolny Śląsk (głównie Sudety) w poszukiwaniu uranu. W 1958 roku z powodu wyczerpania surowca zakłady przemysłowe postawiono w stan likwidacji, ale to nie koniec historii związanej z uranem.
Pod koniec lat sześćdziesiątych, kopalnią Podgórze zaczyna się interesować Akademia Medyczna we Wrocławiu, a także Politechnika Wrocławska. Odkrycie leczniczych właściwości radu doprowadziło do tego, że od roku 1974 do 1989 na terenie dawnej Kopalni Podgórze, działa Inhalatorium Radonowe. Łącznie przez te lata, wg roczników Państwowego Instytutu Higieny, przyjechało tu około 36 tysięcy kuracjuszy. Obecnie niektóre z wyrobisk należących do dawnych kopalni uranu wykorzystywane są turystycznie. Są rownież miejsca udostępnione dla nurków.
Nurkowanie w Kopalni Uranu
Kiedy Damian Hałas oraz Dawid Strączek skontaktowali się ze mną z zamiarem nurkowania w kopalni uranu, zacząłem poszukiwać informacji i fotografii z Kopalni w Kowarach. Montuje przyczepkę do traktora i przerzuciwszy sprzęt nurkowy wyruszamy w drogę po ciemnych zakamarkach Kopalni Podgórze. Nieoświetlone, ciemne korytarze ciągną się w głąb góry. Otwór ma dwa m2 i jest to pionowy szyb, którym kiedyś wyciągano urobek.
Nurkowanie nie ma być długie i dość płytkie bo korytarz, na który mamy się udać jest na 30 metrach. Przygotowałem sobie w butlach SM triox (mieszanka helu z nitroxem) oraz 3 butle z gazami dekompresyjnymi. Razem 5 flaszek - Jak ja się tam zmieszczę ? Do 30-stego metra jestem zmuszony zanurzać się w pionie ze względu na brak miejsca do wytrymowania i obładowanie sprzętem. Docieram!!! uff 🙂 Przede mną długi korytarz z krystalicznie czystą wodą. Wpływam.
Bardzo ostrożnie wpływamy w głąb korytarzy. Wiedząc już, iż każdy ruch może spowodować zamulenie. Poruszamy się z najwyższą precyzją i wyczuciem. Raz po raz podczas naszej wycieczki obracam się szukając kadrów i myśląc nad dobrymi zdjęciami. Po drodze przeciskamy się przez zaciski - pozostałości po tamach. Zaciski te są najpiękniejsze pod względem fotografii, więc robię wszystko aby nie zepsuć wizury, bo przecież płynę pierwszy. Za trzecim zaciskiem decyduję o powrocie. Myśl o przeciskaniu się przez tamy z bardzo ograniczoną widocznością (po przepłynięciu grupy) trochę mnie stresuje. Na powrocie nie ma opcji robienia zdjęć, wizura już na to nie pozwala.
Sektor nurkowy w Kopalni Podgórze to miejsce dla nurków z uprawnieniami jaskiniowymi i perfekcyjną techniką poruszania się pod wodą. Nieodpowiedni ruch płetwą zmienia krystalicznie czystą wodę, w szlam z zupełnym brakiem widoczności. Eksploracja odbywa się w wielu korytarzach na poziomach 30m, 70m, 110m, 150m. W badaniach z użyciem sondy dno zlokalizowano na 244m.
Wilcze Doły w Gliwicach - Oaza Przyrody
Teren zwyczajowo nazywany Wilcze Doły położony jest wzdłuż potoku Wójtowianka na zachód od osiedla Sikornik w Gliwicach. Potok płynie w naturalnej niecce wijąc się miedzy pagórkowatym terenem z polami uprawnymi. Ze względu na swe urokliwe położenie oraz wiele malowniczych zakątków teren ten od dawna był ulubionym miejscem spacerowym i rekreacyjnym dla okolicznych mieszkańców.
W latach 1907 do lat 50-tych XX wieku znajdowało się tu najpopularniejsze miejskie kąpielisko, po którym do dzisiaj zostały jedynie fragmenty wybrukowanych granitem brzegów i resztka konstrukcji zapory. Wzdłuż całego strumyka ciągnie się szeroka wydeptana droga, po której przez cały rok można spacerować i jeździć na rowerze, a w okresie zimowym na okolicznych pagórkach można pozjeżdżać na sankach i pobiegać na nartach. Potok jest też źródłem wody dla działkowiczów, szczególnie w okresie letnim, kiedy w większości studni brakuje wody. Zgodnie z informacją uzyskaną w wydziale Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Gliwice większość terenu Wilczych Dołów jest własnością prywatną, a tylko niewielka ich część stanowi własność miasta.
Historia i Przyroda Wilczych Dołów
Nazwa “Wilcze Doły” według miejscowych legend wiąże się z historią przemarszu wojsk króla Jana III Sobieskiego na Wiedeń. Właśnie tutaj nad potokiem zatrzymały się wojska, a wieczorem pod obóz podeszły wilki. Wilki przepędzono, a nazwa została (Wilcze Doły przecina czerwony szlak PTTK - szlak króla Jana III Sobieskiego).
System przyrodniczy Wilczych Dołów związany jest z przepływającym wzdłuż niego potokiem Wójtowianka i okalającymi go polami uprawnymi. Potok nie jest zbyt rwący, a jego rozlewiska sprawiają wrażenie wód stojących i podczas letnich upałów rzeczywiście stają się osobnymi zbiornikami. Woda jest czysta o lekko zasadowym odczynie (pH waha się w granicach 7-8). Pobrane i przeanalizowane próbki wody wykazały możliwość zaklasyfikowania jej do I klasy czystości (BZT5 równe jest 0, niska zawartość azotu i żelaza). Spływające z pól uprawnych wody podnoszą jednak zawartość fosforanów, co wpływa użyźniająco na ten ekosystem i w okresie letnim powoduje masowe występowanie glonów.
Ścieżka Dydaktyczna Wilcze Doły
Ścieżka dydaktyczna została zaplanowana w oparciu o wartości przyrodnicze i historyczne terenu. Poprowadzona jest wzdłuż istniejącej tu stosunkowo szerokiej drogi ziemnej, wijącej się wzdłuż potoku. Cała trasa liczy około 8 km. Aby dotrzeć do pierwszego stanowiska ścieżki należy zejść po schodach, na zakręcie ulic Pliszki i Kosów (os. Sikornik), między ogródkami działkowymi, a garażami. Następnie wędrujemy ok. 50 m i docieramy do potoku Wójtowianka.
Stanowiska na Ścieżce Dydaktycznej
- Kąpielisko: W latach 1907 do czasów II wojny światowej istniało tu kąpielisko miejskie.
- Cmentarz na Wojtuli: Urokliwy cmentarz, pełen starych drzew, został założony w 1894 roku.
- Rozlewisko z moczarką kanadyjską: Nad brodem znajduje się spore rozlewisko, gdzie można w wodzie obserwować liczne ciekawe gatunki roślin i zwierząt wodnych.
- Siedlisko traszki: To kolejne rozlewisko, gdzie amatorzy przyrodniczych obserwacji mogą zobaczyć traszkę zwyczajną.
- Dębowe wzgórze: Na pagórku rosną liczne, stare dęby bezszypułkowe.
- Ścieżka Hobitta: Potok płynie w zagłębieniu terenu i utworzyło się tu swoiste skupienie olszy czarnej.
- Zawilcowy gaj: Wiosną kwitną tu całe połacie zawilca gajowego.
Teren jest własnością prywatną i właściciel co roku porządkuje ...
tags: #śląsk #krystalicznie #czysta #woda #kopalnia #analiza

