Wychowanie młodzieży w przedwojennej Polsce
- Szczegóły
Na wychowanie młodzieży przed wojną składały się takie czynniki jak: rodzina, szkoła, harcerstwo, kościół. To było pierwsze pokolenie po wojnie, dwadzieścia lat do 1939 roku. Miałam szczęście urodzić się już w wolnej Polsce. Tato, mama i w ogóle wszystkie ciocie i babcie żyły jeszcze wspomnieniami. Już od najmłodszych lat w domu to się słyszało.
Rodzina i wspomnienia
Kiedyś któraś z babek mówi: „Głód taki był”. A mój mąż mówi: „Ciociu, a sardynki były?”. - „Sardynki, oczywiście że były”. Nie wiem, jak to sobie ciotki przypominały, ale nie było tak źle już potem po oswobodzeniu. Mój tato w Łodzi był w POW, mam nawet jego legitymację.
Edukacja i patriotyzm w szkole
Od szkoły powszechnej codziennie rano już modlitwa była. To była dobra, nowoczesna szkoła, w Łodzi. W późniejszych klasach [modliliśmy się]: „Dzięki Ci Boże za światłość tej nauki. Pragniemy, abyśmy wszystkie mogły wolę Twoją wypełniać na wieki wieków.
Byłam w trzeciej klasie gimnazjalnej. To była szkoła Adeli Skrzypkowskiej, a pani Skrzypkowska była wielką patriotką. Jak były tylko jakieś wolne godziny, to ona nam opowiadała. Była posłanką na sejm.
We wszystkich polskich szkołach był niesamowity patriotyzm. Myśmy byli tym wyładowani. Fundusz Obrony Narodowej. Chyba tak. Radość była, bo się dostawało i po kolei do tych wszystkich sklepów [się szło], zostawiałyśmy, wszędzie bardzo miło nas witali, chłopcy to już w ogóle.
Przeczytaj także: Sterowniki i usterki ASUS K52J
Mój mąż wtedy miał skończone siedemnaście lat, maturę zdążył [zdać] przed wojną. To były matury, że prawie bez egzaminów przyjmowali w Polsce na politechnikę. [Poszedł] ze swoim kolegą, zresztą ewangelikiem. Dużo było ewangelików, dużo Żydów. Wszyscy ze sobą serdecznie [żyli], świetne to gimnazjum było, nie było żadnych różnic i żadnego antysemityzmu. Tym bardziej jeżeli chodzi o Niemców. Profesor Idzikowski prowadził to gimnazjum.
Rola harcerstwa
Harcerstwo? Harcerstwo było wspaniałe. Jeździła pani na obozy letnie? To były obozy ze wszystkimi ćwiczeniami, nawet z nauką obrony. Przychodził jakiś porucznik, zebrane byłyśmy na sali gimnastycznej, to raz na tydzień było. Mnie to się bardzo potem przydało w życiu. Obozy były w Spale […] i w Istebnej. Na trzech obozach byłam. W każdym razie w Istebnej prezydent Mościcki na ogniska do nas przyjeżdżał. Któregoś dnia byłyśmy zaproszone.
Na tych obozach dużo nas nie było, bo dziewczyny wolały sobie z rodzicami pojechać. To też zależało od rodziców. [Mościcki] i pani, młoda Mościcka, przyjechali na ognisko i następnego dnia byłyśmy zabrane na piękne śniadanie - kakao, ciasta. W Istebnej był dworek Mościckiego. Mam nawet jedno zdjęcie.
Trzeci obóz był bardzo ważny, bo to był obóz oświatowy. Myśmy [były] dużo właśnie u państwa Freinichów, w Górach Świętokrzyskich. Bardzo patriotyczni ludzie mieszkali, prości chłopi. Bardzo się interesowali, [pytali] tylko: „Panienki, czy wojna będzie?”. A my: „A skąd, nie będzie żadnej wojny, wszystko się rozejdzie po kościach”. Myśmy jeździły zawsze we dwie - te które miały dyżury. Nas było dwadzieścia pięć. Z ministerstwa dostałyśmy kufry ze strojami ludowymi. To radość była wielka, przysyłali jakieś konie po nas. Obie musiały być naszykowane, wszystko na ognisko. Cała wieś się zbierała, to dla nich była duża atrakcja. „Jędrusie” były z Gór Świętokrzyskich. Miejscowość chyba nazywała się Końskie.
Poza tym żniwa były. Dwa tygodnie później nie mogłyśmy się wydostać stamtąd, już się zaczynało wszystko. Przez dwa tygodnie myśmy siedziały i nie było możliwości powrotu do domu. Żniwa były, to był sierpień. Wszystkie dzieci, które były małe, a rodzice brali udział w żniwach, były przywożone do nas na całe dnie. To była grupa dziewczynek, które się nimi zajmowały, czytały im. To się nazywało obóz oświatowy.
Przeczytaj także: Zastosowanie wężyków do filtra osmozy
Wybuch wojny i pierwsze reakcje
Pamięta pani rok 1939, jak wybuchła wojna? Jak wyglądał pierwszy moment, jak pani się dowiedziała o tym, że może być wojna. Z tego co się słyszało już przed tym przecież, ale jeszcze nie tak było… Cieszyłyśmy się, że szkoły na razie nie było, że były przedłużone wakacje.
Pamięta pani wrażenie. Widziała pani pierwszy niemiecki samolot? Straszne. Niemców? Jechali. Straszne. Nasze dwie koleżanki w klasie [były pochodzenia niemieckiego], Tomasówna i jeszcze [ktoś]. Po kilku dniach bunt - Deutsches. To samo u nas było, duże niemieckie gimnazjum w Łodzi i nasza szkoła.
Myśmy miały raz na miesiąc specjalne teatry, wybierane były dobre patriotyczne i ciekawe sztuki. Nasza szkoła miała w ten sposób pół sali, bo były lepsze i gorsze abonamenty, które wykupywało się na cały rok, to było bardzo tanio, ale coś się za to płaciło. Co miesiąc, raz miało się bardzo dobre miejsce, raz dalej, bo cały teatr był wypełniony. Druga część naszego teatru, to był teatr Jaracza, niemieckie to gimnazjum.
Kiedyś siedziałam obok Niemców, oni cały czas po niemiecku gadali. Z nami madame Kaczkowska, opiekunka zawsze szła do teatru. Powiedziałam: „Jak jesteście w Polsce, to chociaż tutaj z nami w polskim teatrze moglibyście po polsku mówić, przecież żyjecie tutaj”. On mi odpowiedział: „Tylko psy szczekają w jednym języku”. Oczywiście powtórzyłam to pani Kaczkowskiej, coś się działo potem. Zaraz była wojna, tak że całe towarzystwo było szkolone już, jak się mają zachować i co robić.
Postawy wobec niemieckiej okupacji
Czy dużo mieszkańców Łodzi podpisało folkslistę i przeszło na drugą stronę? A w pani otoczeniu? Ze szkoły. U nas na przykład nie było w szkole Żydówek, w naszej klasie ani jednej. Natomiast były trzy. Czy one przed wojną jakoś nawiązywały do swojej niemieckości? Nie, bo to właściwie były polskie rodziny, tak się wydawało.
Przeczytaj także: Odwrócona osmoza: Twój przewodnik
Nie pamiętam po ilu dniach, bo szkoła się zaczęła w normalnych gimnazjach, na początku pięknie z nami rozmawiała pani przełożona, pięknie. Ustawiła nas na tą wojnę. Przecież to PWH i harcerstwo - myśmy były bardzo [patriotyczne], trudno żeby było inaczej. Niemców było dużo w Łodzi. Od razu się przeistoczyli na swoją stronę.
Wiem, że u dziadka było dwóch braci. Jedna linia Władysław, druga Pudak. Taki mały, siedmioletni chłopiec podsłuchał gdzieś, jeszcze wojny nie było, cała draka była, zebranie niemieckie. Przyszedł do domu, powiedział, że się Niemcy zbierają. W każdym razie była jakaś historia, coś się działo.
Do szkoły przechodziłam koło gimnazjum niemieckiego, zresztą bardzo pięknego, teraz tam jest uniwersytet. Mój mąż chodził do Gimnazjum Zgromadzenia Kupców, [które było] jeszcze lepsze.
tags: #gucio #odwrocona #flaga #co #to #znaczy

