Czy istnieją mężczyźni niepijący z wyboru? Refleksje i argumenty

Wiele osób zastanawia się, czy istnieją mężczyźni, którzy świadomie rezygnują z alkoholu, nie z powodu problemów z uzależnieniem, ale z wyboru. Czy są tacy, którzy po prostu nie lubią, nie chcą lub nie potrzebują alkoholu w swoim życiu? Okazuje się, że tak, choć mogą być trudni do znalezienia w społeczeństwie, gdzie picie alkoholu jest często normą.

Nie chodzi o to, żeby nie pić alkoholu, bo alkohol jest dla ludzi. Chodzi o to, żeby swoje picie kontrolować. Najważniejsze to wiedzieć jak się na alkohol reaguje, ile można wypić i tego się trzymać. Słaby człowiek nie kontroluje swojego picia a najpewniej wielu innych ważnych rzeczy w swoim życiu także.

Mnie się wydaje, że rodzinne i środowiskowe wzorce mają przede wszyskim znaczenie. Wiecie, ja obracałam się i obracam w bardzo różnych środowiskach - i artystycznych, i robotniczych, i biznesowych - i w każdym z nich panowie lubią alkohol. Nie spotkałam w życiu żadnego niepijącego z wyboru faceta. Dziwne...

Tych mało pijących lub nie pijących głównie spotkałam wśród tzw geeków (nieraz ludzie introwertyczni lub aspołeczni) i ludzi związanych z grupami katolickimi. W znanym mi środowisku związanym z tańcem również raczej mało się pije, na co narzekają organizatorzy imprez, bo małe przychody na barze, choć są tam również ludzie, którzy mają słabość do alko.

A co mi tam! Człowiek, który twierdzi, że nie pije, a potem robi wiochę to jednak inny gatunek niż taki, który po prostu nie pije.Ten drugi nie musi nikomu pokazywać "wspaniałości", bo to po prostu jest stylem życia.

Przeczytaj także: Różnice między czystą wodą a czystą wódką

Ale to pokazuje tylko, że Polska dalej nie jest "gotowa" na tych, którzy nie piją bo nie chcą. Nie mając jednocześnie żadnego problemu z alkoholem.Ja na każdej większej imprezie jestem pytana o to czy jestem kierowcą czy w ciąży, bo ludziom nie przechodzi przez myśl, że ktoś nie pije bo nie chce (bo ja akurat nie świecę "wspaniałością" i nie opowiadam o tym, że nie piję z powodów ideologicznych. Chyba, że ktoś aż tak nie może zrozumieć, że dopytuje.Loka, nie pijesz bo nie chcesz i to jest twój wybór. Nie jesteś ani lepsza ani gorsza od takiego kogoś, kto nie jest alkoholikiem i wypije lampkę szampana w Sylwestra. Moim zdaniem to Polska właśnie nie jest gotowa na tych, którzy piją tyle, że nie mają z tym problemu.

Nawet wśród pijących kolegów na imprezie w Polsce nie mialam większego problemu aby wymówić się od picia. Chociaż np kilkukrotnie pytali. Facetom nie odpuszczali tak łatwo. Większy problem miałam gdzie indziej, za granicą. Cyrki musiałam odstawiać, żeby nie pić aż sama byłam zażenowana. Bałam się pić tego alkoholu który tam mieli, bo wiedziałam, że mi szkodzi nawet w małej ilości. Jakby to była wódka to bym wypiła. Traktowali mnie tam jak faceta i nie było łatwo z tego wybrnąć i nie obrazić ludzi. Wszyscy oprócz mnie ulegli i pili chociaż nikt tego pić nie chciał. Nieraz ludzie piją dla relacji.

Nie lubię raczej tego efektu po alkoholu. Po wódce robię się senna, po winie boli glowa, zapominam imiona i nazwy.

Jak nie pije to nie znaczy, że jest cudowny, to się tak nie przekłada.Kiedyś słyszałam taką opinię, że jak facet nie pije i nie zdradza, to chodzący ideał, a to o wiele za mało...

Nocna prohibicja w Polsce - czy przynosi efekty?

W wielu polskich miastach wprowadzono nocny zakaz sprzedaży alkoholu, mający na celu poprawę bezpieczeństwa i porządku publicznego. Zakaz ten obowiązuje w różnych godzinach i w różnym zakresie, w zależności od miasta. Przyjrzyjmy się, jakie efekty przynosi nocna prohibicja w wybranych miejscowościach.

Przeczytaj także: Destylacja Wódki: Poradnik

Dla mnie ta nocna prohibicja to przede wszystkim większe poczucie bezpieczeństwa - mówi Onetowi jedna z mieszkanek Ząbek. - Mieszkam przy ulicy Batorego, gdzie przez lata działał sklep nocny. Obok jest przystanek, paczkomat i szkoła podstawowa. Wieczorami to miejsce wyglądało źle - grupki pijanych mężczyzn, zaczepki, gwizdy. Czułam się niekomfortowo, wracając do domu. Teraz, odkąd wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu po godzinie 22. 00, jest zupełnie inaczej.

Wcześniej nastolatki doskonale wiedziały, gdzie można kupić alkohol mimo zakazu. Szczególnie latem wieczorami siedzieli na ławkach w parkach, pili piwo, zostawiali wokół puszki i butelki. Teraz tego praktycznie nie ma. Dzięki temu, że sprzedaż w nocy jest wstrzymana, młodzież ma dużo trudniejszy dostęp do alkoholu.

Wcześniej wszędzie walały się puszki i szkło. Ludzie nie raczyli nawet dojść do kosza. Teraz, kiedy wieczorem nie można kupić alkoholu, jest po prostu czyściej. I spokojniej.

W Ząbkach jest sporo domów przerobionych na hotele robotnicze. Nie chcę generalizować, ale bywało, że wieczorami pod tym sklepem stali zapici mężczyźni różnych narodowości. Nie chodzi o to, skąd ktoś jest, tylko o to, że było ich wielu, byli głośni i agresywni. Teraz ich nie ma.

Po przedszkolu chodzę z synkiem do sklepu po drobny smakołyk i wcześniej stał w kolejce za panami, którzy kupowali piwo i wódkę. Dziś tego nie ma. Dzieci nie widzą już, że "dorośli idą po piwko", nie mają wrażenia, że to coś oczywistego.

Przeczytaj także: Przepisy na Koktajle z Wódką Gazowaną

Młodzież i tak czasem coś znajdzie, ale teraz jest ich mniej, rzadziej włóczą się wieczorami po osiedlach. A ja jako matka nastolatki naprawdę czuję się spokojniejsza, kiedy córka wieczorem wraca do domu. Wcześniej bałam się, że natknie się po drodze na kogoś pijanego. Teraz to się po prostu nie zdarza. Dla mnie ta zmiana jest zdecydowanie na plus.

Statystyki i dane potwierdzające efekty

Wprowadzenie nocnej prohibicji w części polskich miast przyniosło zauważalne efekty w statystykach interwencji policji i straży miejskiej. Najbardziej spektakularny przykład to właśnie Kraków, gdzie od lipca 2023 r. obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach między północą a 5.30. Jak wynika z danych krakowskiej komendy policji i miejskiego magistratu, w pierwszym roku działania uchwały liczba interwencji policji związanych z alkoholem w tych godzinach spadła aż o 48,5 proc. Straż miejska zanotowała o 31,2 proc. mniej interwencji i o niemal połowę mniej wykroczeń. W całej dobie liczba interwencji policyjnych zmniejszyła się o około 30 proc.

Z podobnym efektem spotkano się w Olsztynie, który jedną z pierwszych takich uchwał w Polsce przyjął już w 2018 r. Według danych Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, w 2019 r. interwencji z alkoholem w tle było ponad 6400, a w 2024 r. już tylko nieco ponad 5100.

Mniej nocnych zakupów alkoholu oznacza również mniejsze obciążenie nocnych SOR-ów i karetek. Lekarze ze Szpitala im. Dietla w Krakowie i ratownicy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego wskazują, że po wprowadzeniu nocnej prohibicji liczba pacjentów przywożonych w stanie ciężkiego upojenia alkoholowego w nocy i w weekendy spadła o około 30 proc.

Najnowsze dane z Konina, gdzie zakaz nocnej sprzedaży alkoholu obowiązuje od lutego 2025 r., pokazują jeszcze bardziej spektakularną zmianę. Jak informuje Komenda Miejska Policji w Koninie, liczba interwencji domowych między lutym a czerwcem spadła tam aż o 69 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim (z 328 do 82). Całkowita liczba interwencji również zmniejszyła się, mimo że w innych częściach kraju pozostawała na podobnym poziomie.

Tabela: Zmiany w liczbie interwencji po wprowadzeniu nocnej prohibicji

Miasto Rodzaj interwencji Spadek
Kraków Interwencje policji związane z alkoholem (w godzinach nocnych) 48,5%
Kraków Interwencje straży miejskiej 31,2%
Konin Interwencje domowe 69%

Opinie sprzedawców i mieszkańców

U nas na Śląsku nocna prohibicja jest właściwie w każdym mieście - mówi mieszkanka Mysłowic. - W Katowicach, w Sosnowcu, no i w Mysłowicach też. Po 22.00 nie kupisz alkoholu, a tak naprawdę większość sklepów kończy sprzedaż wcześniej, nawet o 21.45. Raz się zdenerwowałam - chciałam kupić w Lidlu butelkę wina, ale ekspedientka odmówiła, bo bała się, że paragon wyjdzie minutę po 22.00 i sklep dostanie karę.

Teraz już mnie to nie rusza, ludzie też się przyzwyczaili - dodaje. - Na początku bywało nerwowo, szczególnie w Żabkach, które są otwarte do 23.00. Klienci przychodzili, a sprzedawcy nie mogli im sprzedać alkoholu. Były awantury, sprzedawcy bali się o swoje bezpieczeństwo. Ale teraz to już nikogo nie dziwi, jak z niedzielami niehandlowymi - po prostu nowa norma.

Pierwsze dwa tygodnie były nerwowe - przyznaje pracownik sklepu monopolowego z Krakowa. - Mamy w kasie blokadę od 0.00 do 5.30 i system po prostu nie "przepuści" alkoholu, ale klienci próbowali: "to płacę o 23.59", "to bez paragonu", "to jako woda gazowana". Najwięcej awantur było właśnie o 23.55-00.05. Teraz jest spokojniej - ludzie się nauczyli, mamy duże tablice z godzinami, ochronę w weekendy i procedurę "zero dyskusji". Co ciekawe, sprzedaż bezalkoholowego piwa i napojów skoczyła nam o jakieś 20-30 proc. po północy, a liczba wezwań ochrony spadła prawie do zera. Dla załogi nocnej to realna ulga, bo mniej mamy agresji i "trudnych" sytuacji.

tags: #gdyby #wódka #była #gazowana #nikt #by

Popularne posty: