Czysta woda obóz Jasenovac – historia i pamięć

Obóz Jasenovac, nazywany "chorwackim Auschwitz", był miejscem niewyobrażalnych okrucieństw i ludobójstwa. Ustasze, słynący z okrucieństwa, mordowali w nim domniemanych wrogów nożami, siekierami, sierpami i młotami.

Jako prawosławni Serbowie, byliśmy skazani na śmierć, im szybszą, tym lepszą. Od miesięcy głodowaliśmy i teraz znaleźliśmy się w obozie zagłady, gdzie nożami, siekierami, sierpami i młotami mordowano domniemanych wrogów.

Codziennie ustawiał się szpaler morderców, by przepędzać środkiem ofiarę, którą bito metalowymi prętami, tasakami, batami i łomami, by zabić, by nie dobiegła do końca trasy. Trupa wleczono za nogi do skarpy, gdzie bezceremonialnie zrzucano do rzeki.

Inni byli paleni w krematoriach, najczęściej żywcem, przy muzyce i tańcach. Palono wówczas ogniska, przy których jedzono pieczoną kiełbasę i kaszankę. Bywało, że wyrywano Żydom złote zęby i pito potem gorzałkę na znak zwycięstwa. Jeśli ktoś umierał zatłuczony łomem, mógł to poczytywać jako spokojną śmierć.

W Jasenovacu, w świecie, w którym okrucieństwo było bogiem, istniała tylko ciemność. Kryteria, które decydowały wówczas o życiu i śmierci, wydawały się uśmiechem kretyna, radością idioty, a może po prostu codziennością nazisty, który w chorwackim Auschwitz znalazł spełnienie.

Przeczytaj także: Różnice między czystą wodą a czystą wódką

Praca przy transporcie trupów była szczególnie traumatyczna. Mieliśmy wielkie taczki, na których trzeba było umieścić zwłoki i potem wrzucić do rzeki. Czasem polewano je benzyną i palono. Smród odbierał nam zmysły, parszywy i podły, jak cała ta robota. Tak obrzydliwego odoru nie czułem już nigdy w życiu. Wykonywaliśmy kilkadziesiąt kursów dziennie, patrząc na zmasakrowanych ludzi.

Pamiętam dzień, kiedy razem z Nadią wieźliśmy zwłoki kogoś, kogo przecięto piłą ciesielską na pół - nerwy jeszcze drgały, choć ofiara była już na łonie Pana. Zaciskałem wtedy pięść i pragnąłem, by nadarzyła się okazja, bym i ja zabił mordercę.

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy Franciszkanie, którzy byli w większości obsadą obozu, urządzili sobie zawody w podrzynaniu gardeł: kiedy już byłem na wolności nadal nie mogłem ogarnąć umysłem, że ktoś mógł zarżnąć ponad tysiąc trzysta osób jednego dnia, a potem najzwyczajniej iść na wódkę i baby, jakby się nic nie stało.

Mieli specjalne noże - serbosjeki - zakrzywione, by dobrze przylegały do szyi. Bez trudu wyłupywano też nimi oczy, które układano na kupę, by zastraszyć więźniów. Ofiary podchodziły i po silnym cięciu upadały na ziemię, a my odciągaliśmy trupy na bok. Jeśli nie zrzucano ich do Sawy, gromadziły się nad nim roje parszywych much. Czasami zwłoki oblewano benzyną i podpalano, ale niezbyt często, bo oszczędzano paliwo, jak też amunicję, dlatego mordowano w najbardziej prymitywny i okrutny sposób.

Był pewien okrutny strażnik wyróżniający się spośród innych bestialską postawą, czym zaskarbił sobie nienawiść wszystkich więźniów - znany z tego, że wbijał ofiarom gwoździe w czaszkę, śmiejąc się jak z dobrego dowcipu, i zagryzając wyjętą z kieszeni kiełbasą.

Przeczytaj także: Czysta Woda: Regulamin konkursu

Nazajutrz Ustasze okrutnie odegrali się na nas, nie mogąc odnaleźć sprawców mordu. Powtórzył się ten sam scenariusz - naziści ustawili się w szpalerze i przepuszczali ofiary, bijąc je łomami i tasakami, na koniec rzucając psom na pożarcie. Tego dnia bestialsko zatłukli blisko sto osób. To był jeden z tych widoków, które pozostały w pamięci na wieki, zwłaszcza że braliśmy udział z Nadią w usuwaniu trupów z placu, miejsca podłego i zapomnianego przez Boga.

Rozeszła się nagle wieść po obozie, kto zabił tamtego strażnika. Choć byliśmy dość dobrze zakonspirowani, wyrok padł na mnie - ktoś musiał sypnąć. W międzyczasie dopatrzono się, że mój ojciec był wrogiem Pavelicia i całej jego nazistowskiej fabryki śmierci.

Zabrano mnie na przesłuchanie i bito do nieprzytomności, ale nic nie powiedziałem. Zachowałem honor, i choć bolało, nie ugiąłem się przed przemocą bandytów. Złamano mi żebra i wybito zęby, jednak nie uległem. Najbardziej zaszkodził mi człowiek o imieniu Slavko, na zawsze zapamiętałem jego twarz. Stała się wypalonym stygmatem. Czystą nienawiścią. Cierniem wbitym w serce. Potem, po latach miałem ją widzieć w wyobraźni jeszcze nie raz.

Jedyna satysfakcja, jaka pozostała nam z Jasenovaca, było zamordowanie strażnika, i to było chore, choć w całej swej krasie jakże człowiecze i uniwersalne w szerokim przesłaniu. Gdzieś w międzyczasie skończyła się wojna, lecz my już nigdy nie wróciliśmy do Chorwacji. Przeklęliśmy tę morderczą ziemię i ludzi, którzy wówczas zgotowali nam tam piekło. Bowiem wiedzieliśmy, że nadal żyć będą wtopieni w społeczeństwo, dziś zwykli obywatele, wczoraj Ustasze, najwięksi zbrodniarze, jakich narodziła matka Ziemia.

2 lipca 1947 roku wróciłem do Chorwacji jako ofiara wojenna i natychmiast ruszyłem w okolice Jasenovaca, bo czułem, że to już długo nie potrwa, a ja sam nie chcę na tej parszywej ziemi zbyt długo przebywać - Węgry były moją nową ojczyzną i tam chciałem się rozwijać.

Przeczytaj także: Filtracja wody ze zeolitem

Nagle ujrzałem gospodarstwo i usłyszałem kury, co dało mi pewność, że jestem na miejscu. Wokoło tylko cisza, niczym niezmącony spokój, harmonia nieskalana złem. Piękny, letni dzień, w którym wiele dobrego mogłoby się zdarzyć.

- Slavko! - zawołałem.

- Czego? - odezwał się głos z drwalki.

- Musimy pogadać - powiedziałem.

- Poczekaj no chwilę - odparł Slavko, po czym wyskoczył z drwalki z siekierą w dłoni.

Spojrzałem na niego i zapytałem:

- Pamiętasz mnie?

- Tak.

- Pamiętasz, co mi zrobiłeś?

- Tak.

- Pamiętasz swoje, ilu zatłukłeś w Jasenovacu? Czujesz, jak to było patrzeć na umieranie? A pamiętasz smród krwi i fekaliów? Widzisz wciąż te zmasakrowane ciała? Ludzi, którym siekierą obcinałeś ręce? Podobno zbierałeś ludzkie zęby.

- Po co pytasz? Przecież wiesz.

- To chyba musisz też wiedzieć, po co tu przyjechałem.

- Skurwysynu, zabij mnie, bo ja sam już nie umiem. Pierdolę to życie, to już nie życie. Nie ma dnia, bym nie myślał o was. Mogłem być kierowcą albo pilotem, ale zostałem mordercą. Bawiłem się waszym strachem. Podniecał mnie zapach waszej krwi. To było pojebane. Im więcej was zatłukłem, tym bardziej brało mnie na baby.

- Byłeś zwykłym szmaciarzem - oparłem. - Gównem.

- Byłem zwykłym kryminalistą, którego puszczono z pierdla i który został obsadą obozu. Wiedziałem, że kiedyś wrócicie. Wy, którym dawałem łomot. Ci, którzy zdychali na moich rękach. I jakże pragnę, byście mnie zajebali. Jak burego psa, bez litości, jestem zwykłym chujem. Czy tego nie czujesz? Spójrz na mnie - jestem zwykłą, ludzką kurwą. Jeśli masz jaja, zabij mnie - powiedział Slavko, widząc, jak odwijam ze szmaty kałacha, bo...

tags: #czysta #woda #obóz #jasenovac

Popularne posty: