Sekrety Nawodnienia Organizmu: Od Suchej Skóry do Młodszego Wieku Metabolicznego

Przez całe życie piłam niewiele, a w zasadzie tylko popijałam.

Ależ oczywiście, że słyszałam dziesiątki razy "pij wodę", "więcej pij!", tylko cóż z tego?

Sześć lat temu, gdy wprowadziliśmy się do domu na wsi skończyło się kupowanie wody mineralnej jako podstawowej wody do picia dla dzieci, ale i dla nas.

Od tej pory wodę mineralną średnio- lub wysoko-zmineralizowaną (najczęściej Cisowianka, a jak znajdę to Muszynianka) kupujemy na wyjazdy, w restauracji, czy w podróży.

Mamy w domu lodówkę z filtrem i dystrybutorem wody z kranu.

Przeczytaj także: Zastosowanie wężyków do filtra osmozy

Co ważne, na tej naszej wsi mamy pyszną wodę z wodociągu i o bardzo dobrych parametrach, którą badałam, gdy tylko tu zamieszkaliśmy.

Po wodę z dziury w lodówce dzieci sięgają kilkanaście razy dziennie, ja rzadziej.

Mniej więcej półtora roku temu zainstalowałam w domu trójdrożną baterię filtrującą, dzięki której dostęp do dobrej wody z kranu, z której usunęłam kamień (bhawo dla czystego czajnika!) stał się jeszcze łatwiejsze.

Taka bateria to prosty filtr węglowy, który usuwa także nieprzyjemny zapach, jeśli woda kranowa owy posiada.

To nie żadne wyjaławianie wody, odwrócona osmoza etc.

Przeczytaj także: Analiza dzbanków filtrujących wodę z RO

Z baterią łatwiej mi było napełnić wodą karafkę, wrzucić do niej kilka listków mięty, melisy albo bazylii, wcisnąć sok z cytryny i podać do niedzielnego obiadu.

Nadal jednak w ciągu dnia pracy po wodę, a w zasadzie cokolwiek do picia sięgałam rzadko.

Aż któregoś dnia, bez ostrzeżenia, bez świadomości konsekwencji tego co robię, dałam się namówić na "analizę składu ciała" na takiej specjalnej wadze u dietetyka, która oprócz wagi nominalnej podaje różne ciekawe parametry: zawartość tkanki tłuszczowej, masę mięśniową, tłuszcz wisceralny (czyli ten, który otacza narządy wewnętrzne), nawodnienie, a także przedziwny wskaźnik zwany "wiekiem metabolicznym".

To, że nawodnienie miałam na poziomie ok 40% nic mi nie mówiło, tkanka tłuszczowa ok 37% orajt, masa mięśniowa powyżej 42%, siur i co z tego?

Nic, kompletnie nic mi te wskaźniki nie mówiły, nie miałam odniesienia, zrozumienia, nie zapaliła się żadna lampka ostrzegawcza.

Przeczytaj także: Vontron w Akwarystyce: Opinie Użytkowników

I dopiero, gdy padła cyfra przy tym umownie nazywanym wskaźniku "wiek metaboliczny", otworzyłam oczy i usta ze zdumienia.

Mój "wiek metaboliczny" wskazywał na 50 lat - WHAT ???? - sporo więcej niż mam.

Zaczęłam zapisywać przez 3 dni ilość wypijanych płynów.

Wyszło tego może 3 kubki herbaty i szklanka wody, kieliszek wina do obiadu.

Byłam zasuszona, odwodniona, miałam suchą, nieprzyjemną w dotyku skórę.

Od kilku miesięcy miałam często powtarzające się nieprzyjemne wrażenie opuchnięcia dłoni, gdy wstawałam rano z łóżka (no wiecie, nie można zacisnąć dłoni w pięść), bóle głowy, napary nerwów.

Bez względu na to co jadłam (dużo mało chudo obficie), waga miała tylko jeden kierunek - wzrostowy.

No i ten wiek... 50 lat.

Ja wiem, że to tylko jakieś cyfry, umowne wskaźniki, ale cholerka trafiło we mnie jak obuchem.

W celu odpowiedniego nawodnienia organizmu miałam codziennie pić 2-2,5 litra wody (najlepiej z cytryną) lub naparów innych niż herbata, czy kawa.

Byłam mocno, mocno przestraszona.

No, ale jak to - herbata, czy latte nie liczą się do bilansu płynów?

Otóż nie dość, że się nie liczą to kawa i herbata wysuszają organizm i na każdą miarkę (szklankę, kubek, filiżankę) kawy lub herbaty (naparów z teiną/kofeiną) należy dodatkowo wypić 2 miarki wody.

Zaczynałam pić w lutym.

Wiedziałam, że nie dam rady być o samej wodzie.

Do dziennego bilansu wody i naparów dodałam zatem rooibos, yerba mate, pu-erh, ale także miętę, rumianek, melisę, herbaty owocowe i różne ciekawe mieszanki ziół.

To mi pić było wolno, to należało pić.

Kawę i herbatę samoistnie ograniczyłam, a nawet wyeliminowałam.

Technika Picia Wody

Ważna okazała się "technika picia".

Nie szklanka mięty rano, kubek rooibos przy drugim śniadaniu etc.

Pić wodę, czy napary należy niewielkimi łykami.

Jak to jest pić pomału najlepiej nauczyć się zaczynając od .. kieliszka.

Takiego większego kieliszka do wódki.

Wlej do niego wodę i wypij na raz.

To będą mniej więcej dwa średnie łyki, czyli dokładnie tyle ile jednorazowo należy wypić.

A za kilkanaście-kilkadziesiąt minut kolejny "kieliszek" = dwa łyki.

I tak przez cały dzień.

Przez pierwsze 3 tygodnie było źle, bardzo, bardzo źle.

Przygotowałam sobie 1 litrową karafkę na wodę i 1 litrowy dzbanek z ocieplaczem (by napary pozostawały gorące i ciepłe przez kilka godzin).

Miałam je oba obok siebie na biurku lub parapecie okiennym obok.

I piłam.

Piłam i sikałam.

Piłam łyczkami, sikałam wiadrami.

Nie byłam w stanie poświęcić się żadnej czynności w trybie ciągłym na dłużej niż 20-30 minut, bo mniej więcej w takim tempie musiałam opróżniać pęcherz.

Byłam naprawdę podłamana...

Nie było mowy o masażu (60 minut), wyjściu do kina (minimum 90 minut), nie wchodziło w grę pójście na kijki z koleżanką w las, bo nie chciałam sikać w krzakach (luty, marzec!).

tags: #osmoza #namiot #ziemia #definicja

Popularne posty: