Legia Warszawa: Analiza problemu niskiej frekwencji na stadionie

Mała liczba kibiców na stadionie Legii w mieście stołecznym i aglomeracji liczącej ok. 5 mln ludzi jest rzeczywistym problemem, do tego niezrozumiałym. Kiedy z wnukiem penetrujemy Warszawę tramwajami i autobusami to z ich okien znajdujemy miasto w rozwoju, ale też coraz piękniejsze. I wszędzie symbolika legijna i jej nazwa. Legia wrosła w krajobraz warszawski i ten pod- też, rzec by można, że się zakorzeniła. Tylko stadion pustawy jakiś. Ki diabeł. Zacznijmy od początku.

Błędy w założeniach i brak badań

W moim przekonaniu popełniono błąd założycielski. Wybudowano stadion, lecz nie zrobiono prostych badań: jaki jest kibicowski potencjał, za ile ludzie są gotowi uczestniczyć w spektaklu i jak się rozkłada zapotrzebowanie na bilety oraz karnety. I to nie u tych co chodzą, ale od tych co nie chodzili na mecze, a skłonni by byli. Dopuszczono do wyodrębnienia swoistej kasty czcicieli, czyli tych bywających prawie stale, od tej reszty okazjonalnej. Uznano a priori, że jak gdzie indziej karnety to podstawa to u nas też. Tyle że tam gdzie tak jest, zdarza się, że ilość chętnych przekracza pojemność. Bicie więc rekordów w sprzedaży karnetów było dla tej rzeszy nie zachęcające, ale odstręczające.

Ceny biletów i psychologia uczestnictwa

I w tym kontekście nie da się uciec od problemu cen biletów, bo to jest problem. Są one najdroższe w Polsce. Nie bez racji będzie stwierdzenie, że stadion jest po prostu za mały. Ktoś powie: jak to, tego nie można zapełnić, a miałby być jeszcze pojemniejszy. Właśnie dlatego. Jest to sprzeczność pozorna, bo tajemnica podobnie jak w przypadku ceny kryje się w psychologii. Pójście na mecz to swego rodzaju wyprawa. Pół biedy jak samochodem, ale komunikacją miejską to czasochłonne jest. Dla tych co kupują bilety w kasach to zawsze jest obawa, dostanę się czy się nie dostanę, a przede wszystkim - kiedy się dostanę. Czy ryzyko nie jest za duże. I ci mniejszej wiary dają sobie spokój. Oczywiście można nabyć bilet przez internet i pewno ilość takich rośnie, ale masowe to jeszcze nie jest, zwłaszcza dla ludzi ciut starszych. Oni chodzili na mecze w latach 70-tych i 80-tych, a chyba o nich zapomniano. W wielu klubach tzw. Zachodu to ich się hołubi, bo to oni maja pieniądze i stać ich. A do tego ich skłonności do rozrób są zerowe. Same korzyści.

Pamiętać przy tym trzeba, że pójście na mecz to nie pierwsza potrzeba człowieka i na ogół nie ta druga. Więc jak młody ma do wyboru spłata kredytu, kupno rzeczy dla dzieciaka to z reguły wybiera to co konieczne.

Atmosfera na stadionie i zachowania kibiców

Atmosfera na stadionie stale się poprawia, ale daleko jej do tej sprzed 25 i dalej lat. Niedawno namówiłem kilku przedsiębiorców na pójście na mecz na Legię. Ich refleksje były odstręczające. Część kibiców cały czas, niezależnie od wydarzeń na boisku, śpiewała pieśni nie związane z wydarzeniem, a ci wśród których siedzieli na "Zachodniej" potrafili ubliżać graczom własnej drużyny - każdy był zły. Wolą od tamtej pory telewizor i pytają: gdzie są kibice własnej drużyny. Niestety do tego wydarzenia prawdziwe, dla wielu wstydliwe, ale przede wszystkim piętnujące kibiców Legii. Ja wiem,że ma to wymiar głównie medialny. Lecz dla procesu utożsamiania się nie jest bez znaczenia. Nie każdy ma ochotę, aby w swoim środowisku uchodzić za kibola i tłumaczyć się z win niepopełnionych.

Przeczytaj także: Gmina Czarna - Oczyszczalnia Ścieków

A tak przy okazji to zamiast narzekać na media, np. GW może spróbować przybliżyć jej dziennikarzom problematykę kibicowską i umożliwić kontakty z "normalnymi kibicami". Tu dochodzimy do kolejnego niekorzystnego zjawiska. Mianowicie polityka i sport to dwie różne rzeczy. A politykowanie na stadionie to zbrodnia. Być może z ideologicznego zapętlenia, z towarzyskiego odrzucenia biorą się zachowania antytolerancyjne. A przecież mieszkańcy Warszawy są tolerancyjni. Więc mamy do czynienia z sytuacją, w której kibice stadionowi istnieją, ale jakby byli z zupełnie innego miasta. Stają się warszawskim marginesem, stąd i frekwencja jest marginalna. Jest to cena jaką klub płaci za to, że dominującą siłą na stadionie stali się politykierzy, wojujący nie wiadomo z kim i nie wiadomo o co.

Wpływ likwidacji poboru do wojska

Jest tu oczywiście tzw. drugie dno i tu pewna pretensja do władz państwa. Stopniowo, tak naprawdę od początku lat 90-tych likwidowano pobór do wojska. Niezależnie od innych względów to tam młody człowiek uczony był zasad przestrzegania reguł społecznego postępowania i hierarchii wartości, nie mówiąc o elementarnej dyscyplinie i pewnym posłuszeństwie wobec wyżej usytuowanych w hierarchii. To zlikwidowano i powstała pustka socjalizacyjna, której niczym nie zapełniono. Za to w różnych miejscach i na różnych szczeblach społecznej drabiny trzeba płacić.

Znaczenie meczu i krytyka mediów

Nie podlega kwestionowaniu pogląd, że jednak na stadionie tym co dominuje to powinien być piłkarski mecz. To oglądanie tego widowiska ma być magnesem przyciągającym widza. A tu znaczenie najważniejsze mają wygrane i gwiazdy, z którymi kibic się utożsamia i które kibic chce oglądać. I tu media od lat prowadzą odstręczającą politykę, skutecznie wmawiając potencjalnym widzom,że na stadiony chodzić nie warto, też z tego powodu, że tam żadnego poziomu nie ma. Ja tak sobie czasami myślę czy to są dziennikarze sportowi czy może sabotażyści. Wśród nich panuje już chyba tak moda obrzydzania. Jest to tez skutkiem tego, że pracują w mediach byli piłkarze, którzy uważają, że jak oni grali to ho, ho, a teraz samo dno.

Przyczyny niskiej frekwencji - badania "Futbol Barometru"

Przyczyn tego, że na pięknym stadionie brak kibiców jest wiele. To rodzaj węzła gordyjskiego, którego ani rozplątać, ani przeciąć. A na zakończenie wyniki badań "Futbol barometru". Ci, którzy nie chodząc na mecze, odpowiadali na pytanie dlaczego tego nie czynią:

  1. Spotkania nie są atrakcyjne - 27,1%
  2. Oglądanie meczów w TV wystarcza - 23,2%
  3. Wysokie ceny biletów - 22.7%
  4. Stadion za daleko od miejsca zamieszkania - 21,7%
  5. Obawa o bezpieczeństwo 20,2%

Reszta przyczyn marginalna:

Przeczytaj także: Czarna Górna: Muzeum Historyczne

  1. Terminy nieodpowiednie - 7.9%
  2. Nie podobają się śpiewy i hasła 7,4%
  3. Nie mam z kim iść 4,7%
  4. Oferta na stadionie słaba - 1,4%

Kwestia szpaleru dla mistrza Polski

Tematem, który nieoczekiwanie nabrał dużego rozgłosu przed finiszem rozgrywek ekstraklasy stała się kwestia szpaleru, który zawodnicy kolejnych rywali mieliby (lub nie) tworzyć dla drużyny, która zapewniła sobie mistrzostwo Polski. Cytowany przez warszawa.sport.pl menedżer ds. "Regulamin co roku jest aktualizowany i tym razem, bogatsi w doświadczenia, usunęliśmy zapis o procedurze związanej ze szpalerem. Zdarza się bowiem tak, że tworzą go zaprzyjaźnione drużyny, ale bywa, że klub musiał stworzyć szpaler dla odwiecznego rywala. W takich sytuacjach szpaler może okazać się pomysłem kontrowersyjnym, a jego wykonanie niekomfortowe - kontynuuje. Dlatego to, czy piłkarze Lecha wykonają gest uznania dla mistrzów, zależy tylko od nich.

Muszę napisać jasno, po przeczytaniu tej wypowiedzi pana Gojtowskiego jestem w szoku. Tak skrajnej niekompetencji i ignorancji nie spotkałem dawno. Pan Gojtowski mówi że szpaler od drużyny zaprzyjaźnionej jest fajny, ale już od drużyny, która mocno z nią rywalizuje, fajny nie jest. Pomijam bzdurną, jak się okazuje, myśl, że rywalizuje każdy z każdym, pomijam fakt, że taka wypowiedź tylko podsyca antagonizmy, chociaż wychodzi ze środowiska, które powinno je zwalczać.

Panie Gojtowski, ja mogę pana zwyczajnie w świecie nie lubić, ale jeśli zrobiłby pan rzeczy dobre i potrzebne piłce, gdyby angażował się pan bez reszty i oczywiście mądrzej mówił, miałbym szacunek dla pana za to co pan robi. W sporcie właśnie o taki szacunek chodzi. Szanuje się zawodnika, drużynę za to jak gra, jak ciężko pracuje, aby podnosić swoje umiejętności i tym samym osiągać sukces. Szanuje się za zwycięstwo po pięknej, sportowej walce. Tu nie ma i nie może mieć nic do rzeczy to czy się kogoś lubi czy nie. Cóż to zresztą za szpaler od tych, którzy nas lubią? Jasne fajny, jak to pan nazywa, tylko że nie o 'fajność' w takim geście chodzi. Oczywiście sam fakt wykreślenia obowiązkowego szpaleru dla mistrza kraju to krok właściwy. Nic na siłę, tylko na litość, tak argumentować przedstawicielowi organizatora, nawet nie to że nie wypada - zwyczajnie nie wolno. Niech o tym czy drużyna X zrobi szpaler dla mistrza kraju, decydują sami piłkarze. Jeśli szanują to co robią, jeśli uprawiają ten sport z pasji i miłości do piłki, będą wiedzieli jak się zachować. Wypowiedź pana Gojtowskiego jest sprzeczna z ideą sportu a dobrze wpisuje się w klimat kibicowskich antagonizmów. Szacunku zero, respektu dla klasy sportowej zero. Kochani piłkarze, kochani organizatorzy rozgrywek, apeluję, szanujcie się wszyscy wzajemnie.

Przeczytaj także: Obowiązki mieszkańców Czarnej Białostockiej

tags: #legia #czarna #elka #odwrocona #co #to

Popularne posty: