Czysta woda rozlana na polu i jej wpływ na rośliny
- Szczegóły
Nie zauważamy ich. Płyną wzdłuż drogi, rozlewają się po łąkach, znikają w lasach. Czasami są tak płytkie, że można je przejść ledwo mocząc buty. Niektóre wyprostowane sztucznie przez człowieka, inne wiją się jeszcze wśród zieleni. Małe rzeki i potoki w Polsce mają w sumie 140 tysięcy kilometrów. To prawie cztery okrążenia równika. Tylko jedna czwarta z nich nie została naruszona przez człowieka albo w nieznacznym stopniu.
- Sieć rzek jest jak układ krwionośny - mówi prof. Wiktor Kotowski z Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z założycieli Centrum Ochrony Mokradeł. - Czy układ krwionośny mógłby funkcjonować bez naczyń włosowatych? Nie. One są esencją. Tak samo małe rzeki: są szkieletem krajobrazu, stykiem ekosystemu wodnego z lądowym.
Kiedy je niszczymy, uszkadzamy cały rzeczny system. Rzeka Mała uczy nas, że degradacja przyrody to nie tylko straty środowiskowe, nie tylko hydrologia i geologia. Nie będzie fotografów, poetów, filozofów, jeśli nie będzie miejsc, gdzie można spędzać refleksyjną część życia. Nad trzema rzeczkami słuchałam o rzeczach najważniejszych.
Wyobraźmy sobie: do małej rzeczki wpływają nawozy z pól. Ona, swoim uregulowanym i prostym korytem transportuje je szybko do większej rzeki, a potem do Odry czy Wisły i dalej, do Bałtyku. Syntetyczne nawozy rozpłyną się w morzu, a urlopowicze po raz kolejny usłyszą, żeby nie wchodzić do morza, bo zakwitły sinice. I tak powoli Bałtyk umiera.
- A naturalna mała rzeka ma zdolności oczyszczania wody - mówi prof. Kotowski. - Woda płynie przez roślinność szuwarową, meandruje, stoi, zakręca i przyspiesza. Ma szanse się oczyścić. Jeśli rzekę przerobiliśmy na rów, to nawozy mają prostą drogę do morza. Nic ich nie odfiltruje. I nie mamy szansy uratować Bałtyku.
Przeczytaj także: Różnice między czystą wodą a czystą wódką
Albo inaczej: rzeczka wyschła, został po niej pusty rów, wyschło też pobliskie torfowisko, będące magazynem dwutlenku węgla. Ogromne ilości CO2 zostaną wypuszczone do atmosfery. Profesor Kotowski wyjaśnia mi, że jeśli skumulujemy efekt wszystkich osuszonych torfowisk w Polsce, okaże się, że są źródłem aż 10 proc. krajowych emisji CO2.
Kiedy po cichu umiera kolejna rzeczka, zbliżamy się do końca świata. Takich małych-wielkich katastrof jest mnóstwo w każdym zakątku Polski. My potrzebujemy małych rzek, żeby przetrwać. Wildze pomóc już nie można.
Wilga - rzeka miejska
Idziemy wzdłuż jej betonowego koryta z Moniką Konieczną, obrończynią Wilgi. - Czasami Wilga robi się szara albo ruda. To od zanieczyszczeń, które spływają z kanalizacji, a może też z prywatnych przedsiębiorstw. W pięciostopniowej skali czystości Wilga ma piątą klasę, najgorszą - mówi Monika. - Kilka lat temu media pisały, że na jej brzegu znaleziono masę martwych ryb. Mieszka w Krakowie od 10 lat.
- Szybko zakochałam się w Wildze, kawał zieleni rzut beretem od Wawelu! Wtedy nie było tu jeszcze blokowisk, tylko - jakby pewnie powiedziała większość mieszkańców - chaszcze. A tak naprawdę to łęg topolowo-wierzbowy, rzadki las, który powinien być chroniony. Ważne siedlisko.
Działa w miejskiej grupie Akcja Ratunkowa dla Krakowa. - Nie chcę tylko mówić, że się martwię, ale to martwienie przekuć w działanie. Nie raz zarwałam noc, żeby przeczytać wszystko o parkach rzecznych - uśmiecha się. A praca? Wszystko da się połączyć. - Pracuję w IT i mogę wiele rzeczy ogarnąć z telefonu. Nie potrzebuję nawet komputera.
Przeczytaj także: Czysta Woda: Regulamin konkursu
Monika jest Siostrą Rzeką. Siostry to kolektyw, założony przez krakowską artystkę Cecylię Malik, który pojawia się wszędzie tam, gdzie cierpią rzeki. Ostatnio nad Sztołą, przecinającą województwa śląskie i małopolskie. Ze Sztołą Siostry się właśnie pożegnały, nie ma dla niej ratunku. Znika, bo wyłączono już pompy nieczynnej kopalni pod Olkuszem. Kiedy zaczęto wydobywać tu cynk i ołów, myślano tylko, jak ją odpompować, żeby nie zalewała kopalni.
O Wilgę Siostry Rzeki też walczyły, jeszcze zanim Monika została jedną z nich. Wdrapały się na wkopane w koryto rury na placu budowy Trasy Łagiewnickiej, przyniosły tabliczki z nazwami wszystkich krakowskich małych rzek. To był 2 maja 2019, Dzień Flagi. „Prawdziwy patriotyzm to miłość do polskiej przyrody, a nie akademie” - mówiła wtedy Cecylia Malik.
Dziś już nie ma tu czego ratować. Na grodzonym osiedlu za płotem równo przystrzyżona trawa, furtka na kod i ławki, na których nikt nie siedzi, a nad Wilgą betonowa ścieżka rowerowa, pas zieleni i kolejny beton dla pieszych. Pieszy stąd rzeki nie zobaczy. Może i dobrze, bo Wilga nie wygląda najlepiej.
- Czy rzeka potrzebuje człowieka i koparki? - pytam prof. - Potrzebuje, jeśli chcemy utrzymać funkcję, do jakiej ją przystosowaliśmy. Według dziewiętnastowiecznych paradygmatów każdy fragment przyrody mamy uproduktywnić i przeznaczyć na własne potrzeby. Więc pogłębiliśmy i wyprostowaliśmy rzeki, osuszyliśmy mokradła.
Według Krajowego Programu Renaturyzacji, oficjalnego rzecznego państwowego dokumentu, 90 proc. polskich rzek wymaga naprawy stanu ekologicznego. - To nie musi być przywrócenie meandrującego koryta, czasami wystarczy zaniechanie prac utrzymaniowych, na przykład odmulania dna i usuwania zwalonych drzew. Bo zwalone drzewo wymusza zakręt, meandry i kształtuje siedlisko. Tego się nie bierze pod uwagę. Każda rzeka ma swoją działkę geodezyjną, której właścicielem jest państwo.
Przeczytaj także: Filtracja wody ze zeolitem
Przyroda ostatkami sił próbuje walczyć z człowiekiem. Przez Wilgę przeprawiają się dziki, bobry obgryzają drzewa przy brzegu. Słychać tu ptaki, można zobaczyć niewielkie zimorodki z dużą głową i długim dziobem. Podobno są też pstrągi potokowe, zanieczyszczenie i zapory spiętrzające wodę nie ułatwiają im życia. Oglądamy z Moniką jeden z jazów.
- Nigdy nie uważałam, że tego terenu nie można w ogóle ruszyć. Park rzeczny jest dobrym pomysłem, ale razem i innymi aktywistami sugerowaliśmy miastu pozostawienie naturalnej roślinności, wysypanie ścieżek kamieniami, a nie budowanie chodników z krawężnikiem. Urzędnicy postawili na swoim: siłownia, krawężniki, „infrastruktura”. Mam poczucie przegranej walki - wzdycha Monika i prowadzi dalej mnie w stronę budowy Trasy Łagiewnickiej.
- Dlaczego Wilga? - pytam Monikę. - Wiesz, Wisła to królowa rzek, a Wilga wpływa bezpośrednio do niej, więc wszystkie ścieki i śmieci w kilka minut wpadają do tej naszej najważniejszej rzeki. Wilga miała ogromne walory przyrodnicze i potencjał społeczny. Kiedy staniesz przy jej ujściu, widać kościół na Skałce, Wawel.
Rzeka Mała - przykład odrodzenia
Prawie 300 km od miejsca, w którym Wilga wpływa do Wisły, pod Konstancinem-Jeziorną, płynie rzeka Mała. Starsi mieszkańcy pamiętają, jak się w niej kąpali. Młodsi nawet nie wiedzą o jej istnieniu, a na pytanie, co przepływa przez ich miejscowość, odpowiadają: Jeziorka. A do Jeziorki wpływa właśnie Mała.
Małą pokazał mi fotograf Daniel Petryczkiewicz, Brat Potok (męski odpowiednik Siostry Rzeki). Jest tu niemal codziennie. Z psem Frankiem brodzą w płytkiej wodzie i spacerują po lesie. Kiedy przyjeżdżam nad Małą, niebo ma szary kolor, kontrastuje z nim intensywnie zielona rzeczna mięta.
- W pandemii wszyscy ruszyli do lasu. 13 lat mieszkam w Konstancinie, a dopiero w marcu 2020 dowiedziałem się, że pod nosem mam Małą - mówi Daniel. Na Instagramie relacjonuje, co się dzieje na Małej, publikuje swoje fotografie i filmy z bobrami nagrane przez fotopułapkę. „Małej nikt nie znał. Nikt się za nią nie wstawił. Małej nikt nie opowiedział. A bez opowieści nie ma bytu.
- Zajmowałeś się wcześniej aktywizmem? - Zorganizowałem kiedyś zbiórkę podpisów pod petycją do sieci handlowych, żeby zrezygnowały z plastikowych toreb. Jestem z tego dumny, ale dziś patrzę na ekologię inaczej. Żeby zrozumieć szerszy kontekst walki o przyrodę i klimat, musisz wiedzieć, co masz pod nosem. Co z tego, że zwalczymy woreczki plastikowe, skoro nie wiemy, jakie drzewa rosną w pobliskim lesie? Ja chciałem się dowiedzieć. Zobacz, tu wody Małej zasilają łąkę. A tu widać żeremia bobrów, trzyosobowa rodzinka sprowadziła się niedawno.
Daniel przez pandemiczną wiosnę poznał Małą bardzo dobrze. Obserwował, jak wzbiera po opadach, jak schnie w czasie upału i jak wraca do zdrowia. Jak tamy bobrowe z powrotem spiętrzają wodę. - Ktoś stwierdził, że jest tu za mokro. Wody Polskie przyjechały z ciężkim sprzętem, wygrzebały ziemię z dna, wyrwały rośliny, zmiażdżyły norożeremia. Jeśli były w nich zwierzęta, zostały przygniecione. Z dna wykopano stare śmieci, nawet potłuczony telewizor kineskopowy i porzucono na brzegu. Małą wpuszczono w prosty kanał odpływowy - złości się Daniel, kiedy wspomina pierwszą śmierć Małej.
Profesor Wiktor Kotowski Małą zna bardzo dobrze. Pomógł Danielowi przebić się przez urzędniczy mur. Bo Mała, choć mała, nie jest dla państwa bezimienna. Każdy nawet najmniejszy potok ma swój urzędniczy nadzór. - Prace utrzymaniowe na rzekach zarzucono w latach 80., bo nie było na to pieniędzy. Dzięki temu doczekaliśmy się ekspansji bobrów, budowały swoje tamy i pomogły przywrócić stosunki wodne, spiętrzać poziomy wód w dolinach rzecznych” - opowiada prof. Kotowski.
- Z przystąpieniem Polski do UE pojawiły się pieniądze dla sektora rolniczego i gospodarki wodnej. Tylko że nie wykorzystywano ich do rozwijania naturalnej retencji, zatrzymania wody w krajobrazie, ale właśnie do regulowania rzek. Największy boom nastąpił po powodziach w 2010 roku, kiedy pieniądze na szkody powodziowe przeznaczono na prace naprawcze rzek, które zalały łąki i pola. A przecież woda rozlana na łące nikomu nie grozi. I tak minęło ponad 10 lat, przekopaliśmy setki tysięcy kilometrów rzek, pogłębiając zagrożenie powodziowe, bo woda prostym korytem spływa szybciej do większych rzek.
Dziś fragment Małej w lesie już nie jest równym rowem, wróciły bobry, a na fotopułapce można zobaczyć sarny przeskakujące przez wodę. Daniel nie odpuszcza, każe mi wskoczyć na plecy i przenosi mnie przez głęboki fragment, bo tylko stojąc po środku rozlewiska zobaczę piękno odrodzonej Małej. Pies Frank patrzy na nas zdziwiony, pachnie rzeczna mięta, woda szumi przedzierając się przez bobrowe tamy.
- Tamtą tamę zbudowałem z przyjaciółmi. - Daniel wskazuje na konstrukcję z gałęzi i gliny. Szalony plan się powiódł. Bobry wróciły jesienią, rozbudowały tamy Daniela, zrobiło się rozlewisko. Daniel chce pokazać mi jeszcze jeden fragment Małej, tuż pod lasem, obok ekskluzywnego osiedla. Rzeka przypomina tu kanał melioracyjny, prosty i zakończony rurą wkopaną pod ziemię.
- Tędy woda ma przepływać do drugiego koryta, ale nikt, łącznie z Wodami Polskimi, nie wie, które koryto jest prawidłowe. Na jednych mapach Mała płynie tędy, na innych pod lasem - mówi Daniel. Daniel pokazuje mi wały czarnej ziemi i wyrwane rośliny. - Rok po sytuacji z Wodami Polskimi, ktoś znowu wjechał koparką do Małej, pewnie w porozumieniu z mieszkańcami działek nad rzeką. Wygląda, jakby ktoś spuścił tu bombę. - W głosie Brata Potoka znowu słychać złość.
Stąpamy po wygrzebanej z rzeki ziemi, gałęziach i pniach drzew. Dochodzimy do wykarczowanego pola. Nie ma nawet trawy. To tutaj od lat planowana jest budowa deweloperskiego osiedla. Daniel mówi, że takie inwestycje szkodzą rzekom. Niedawno Daniel zorganizował protest. Byli aktywiści, poeci i przyjaciele. Nad wyrównanym korytem czytali wiersze i robili zdjęcia krzywdzie, jaka spotkała Małą.
- Wójt czy burmistrz myśli w perspektywie kadencji, kilku lat, kiedy sprawuje urząd i nie potrafi przewidzieć efektów długookresowych. Nie widzi efektu skali, a przecież jeśli co trzecia gmina w kraju będzie tak postępować, stracimy ogromne zasoby wody. Często urzędnicy potrzebują efektu swojego urzędowania, chcą wykazać, że dobrze wydali pieniądze, za które uregulowali, posprzątali, pocięli drewno i wywieźli, wyczyścili brzeg rzeki z błota i zbudowali drogę.
Książek podkreśla, że z Polski zrobiliśmy sieć rynien, którymi woda błyskawicznie wpływa do Bałtyku. - A przecież każda kropla wody powinna być zatrzymywana tam, gdzie spadła. Zamiast spowolnić jej spływ, budujemy stawy z siecią kanałów, z których woda szybko wyparowuje i nazywamy to retencją. Urzędnicy tego problemu nie rozumieją.
Daniel dochodzi do tego nie przez wykształcenie inżynieryjne, ale poprzez zwykły zachwyt człowieka nad tym, co jest piękne. Chyba dlatego poszedłem na pikietę nad Małą. Daniel pokazuje, że to, co jest piękne, jest też dobre i słuszne. Naszą nadzieją, w obliczu tego, co się dzieje z naszą przyrodą i klimatem, są właśnie tacy Petryczkiewicze.
Mała uczy nas, że degradacja przyrody to nie tylko straty środowiskowe, nie tylko hydrologia i geologia. Polska potrzebuje wolnych mediów. Zwłaszcza teraz.
Jak pomóc rzekom?
- Jak rzekom pomóc? - pytam po powrocie znad Małej prof. - Po pierwsze renaturyzacja, czyli przywrócenie rzece jej pierwotnego biegu. Po drugie rezygnacja z przekopywania, prostowania i odmulania koryt. Ale przede wszystkim oddanie rzece przestrzeni - mówi prof. Kotowski - To rozwiązanie kosztowne i dość kłopotliwe, bo związane z wykupowaniem gruntów, a niekiedy przesiedleniami - zwłaszcza w przypadku wielkich rzek zabudowa ich terenów zalewowych powoduje zagrożenie powodziowe.
Odzyskując przestrzeń dla rzeki, możemy to ryzyko zmniejszyć. Dać jej się rozlać w swojej dolinie. W Niemczech nad Renem już prowadzono takie projekty, drogie, ale opłacalne” - przekonuje prof. Rzeka, przypomina naukowiec, to nie tylko to, co widzimy na powierzchni. To również woda w glebie.
Wpływ zmian klimatycznych
Zapraszamy do zapoznania się z komentarzem dra hab. Pawła Buczyńskiego, prof. UMCS z Katedry Zoologii i Ochrony Przyrody w Instytucie Nauk Biologicznych na Wydziale Biologii i Biotechnologii UMCS. Ekspert opowiada o zmianach klimatu, ich przyczynach i wpływie na nasze środowisko.
Na pewno czekają nas duże zmiany warunków środowiskowych oraz składu fauny i flory. Ukazują to m.in. prace prowadzone w naszym Instytucie. Ocieplenie klimatu warunkuje pojawianie się nowych gatunków zwierząt i roślin, a także zmianę ich warunków życia. Tego typu oddziaływania możemy zaobserwować m.in. na podstawie rozmieszczania się owadów, które zmieniły swoje zasięgi w kierunku północnym - jak ważek, prostoskrzydłych, motyli.
Rozmieszczenie się ważek na świecie jest świetnym wskaźnikiem procesów zmian klimatu. Według przeprowadzonych analiz to właśnie w naszej strefie występuje najwięcej gatunków ważek w przeliczeniu na kwadrat na 50x50 km.
Tzw. globalną zmianę klimatu łączymy przede wszystkim z coraz wyższą temperaturą. Od czasu, kiedy wprowadzono systematyczne pomiary temperatury, szacuje się, że w skali całego globu temperatura wzrosła prawie o dwa stopnie (na Lubelszczyźnie ten wzrost wynosi mniej więcej 1,7-1,8°C). Wbrew pozorom to bardzo dużo. Oczywiście różnicuje się to w zależności od pór roku - obserwujemy przede wszystkim bardzo ciepłe lata i zimy.
Wzrost temperatur powietrza w zimie wpływa na rozwój populacji wielu gatunków roślin ciepłolubnych i zwierząt, także tych, które nie mogą przeżyć zamarznięcia. Jest to dobrze zbadane na przykładzie owadów wodnych. Dawniej zamarzanie do dna zbiorników wody bieżącej, np. drobnych strumieni, skutkowało wyginięciem żyjących w nim larw ważek. Dziś obserwujemy coraz więcej stanowisk, w których woda nie zamarza, przez co larwy mogą przeżyć przy dnie.
Ocieplenie klimatu łączy się także z częstotliwością opadów. W miesiącach letnich obserwujemy opady bardziej gwałtowne, zaś w zimowych bardziej skąpe, co nie oznacza wcale, że w skali roku jest ich mniej. Wraz z ociepleniem klimatu zmienia się w naszych wodach tzw. reżim hydrologiczny. Jeśli w zimie jest mniej śniegu, to na wiosnę jest mniej wody, a to z kolei sprawia, że coraz szybciej zaczynają zanikać drobne zbiorniki wodne czy torfowiska korzystające z wody roztopowej.
Dziś mamy większą temperaturę powietrza i silniejszą insolację, czyli nasłonecznienie, co powoduje szybsze wchłanianie i wysychanie wielu siedlisk, które dotychczas były podmokłe. Ocieplenie klimatu uruchamia wiele procesów działających na zasadzie sprzężenia zwrotnego, tak jest np. z uwalnianiem związków biogennych i węgla magazynowanego w torfowiskach.
Wysoka zawartość dwutlenku węgla w atmosferze powoduje efekt cieplarniany. To podwyższenie temperatury nasila parowanie wody z torfowisk, które nagromadziły ogromne ilości węgla (ich podłoże to niemal czysta materia organiczna, której rozkład jest jednak zastopowany). Wyschnięty torf zaczyna się rozkładać w warunkach dostępu powietrza, wskutek czego do atmosfery uwalniane są duże ilości dwutlenku węgla.
Klimat to zjawisko wielkoskalowe i postępujące, z kolei pogoda to chwilowy stan atmosfery w danym miejscu. Niezależnie od fluktuacji, klimat się ociepla od około 40 lat. Tegoroczny czerwiec był najcieplejszy w historii pomiarów: średnia temperatura powietrza osiągnęła 17,02°C w skali globu, wliczając Antarktydę i Arktykę.
Co możemy zrobić?
Jeśli dziś nie zaczniemy przeciwdziałać temu zjawisku, to raczej nie unikniemy katastrofy globalnej. Co zatem możemy zrobić? Należy oczywiście redukować emisję gazów cieplarnianych, co jest zadaniem dla polityki w skali światowej. W naszej mniejszej skali możemy ograniczać skutki, a przede wszystkim powinniśmy przeciwdziałać suszom. Warto zatrzymywać wodę, bo ona stwarza odpowiedni mikroklimat, nawadnia tereny, na których magazynowany jest dwutlenek węgla, dzięki czemu nie nasilamy ocieplenia klimatu.
Meliorowanie rzek, wycinanie drzew nad wodą, faszynowanie brzegów czy betonowanie, to działania, które niekorzystnie wpływają na środowisko i pogłębiają skutki ocieplenia. Dawniej panowała moda na budowanie dużych zbiorników retencyjnych, dziś już wiemy, że nie są one korzystne dla środowiska.
Tymczasem najkorzystniejsza jest retencja zlewniowa. Lasy i łąki w strefie górnego biegu rzeki retencjonują wodę, powoli przepuszczają ją do koryta rzeki i przy okazji filtrują. Gdy ta sama rzeka w swym biegu środkowym i dolnym naturalnie meandruje, to częściowo rozlewa się i wsiąka w dolinę, tworzą się lasy łęgowe, które zatrzymują rozlaną wodę. Rzeka uregulowana to po prostu kanał, woda szybko spływa nim do morza. Jest ona też zubożona siedliskowo, co zmniejsza jej zdolność do samooczyszczania się.
Procesy degradacji ekosystemów ziemskich znacząco przyspieszają, dlatego jeśli chcemy, jako ludzkość, pożyć na Ziemi we względnym komforcie dłużej niż 200 lat (bo mniej więcej taka jest perspektywa), powinniśmy przemodelować nasze funkcjonowanie.
Aby je spowolnić, można np. wprowadzić zakazy, wzmacniane bodźcami ekonomicznymi, zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi. Bardzo dobrym pomysłem są dopłaty rolno-środowiskowe, w których UE dopłacałaby pieniądze za odpowiednią gospodarkę na łąkach, utrzymywanie terenów podmokłych czy łapanie deszczówki.
Problemy z wodą w akwarium
Przykłady problemów z jakością wody wodociągowej i jej wpływem na ryby w akwariach:
- Mętna woda, śluzowanie i dyszenie ryb po podmianie wody.
- Pęknięta grzałka w filtrze uwalniająca toksyczne substancje.
- Różowe zabarwienie wody po wyjęciu ryby z akwarium, wskazujące na problemy z organami wewnętrznymi.
- Płukanie filtrów przez wodociągi powodujące zanieczyszczenie wody.
Podlewanie surfinii - jak robić to dobrze?
Surfinie mają płytki system korzeniowy i rosną zazwyczaj w niewielkich doniczkach, co sprawia, że w czasie upałów błyskawicznie przesychają. Paradoksalnie, jednym z najczęstszych błędów jest zbyt częste i zbyt powierzchowne podlewanie. Woda rozlana po wierzchu szybko paruje, a korzenie nie dostają dostatecznej ilości wilgoci.
tags: #czysta #woda #rozlana #na #polu #wpływ

