Tragedie Młodych Kobiet: Wypadki, Przemoc i Zbrodnie

Artykuł porusza tematykę tragicznych wypadków i przestępstw, w których ofiarami padają młode kobiety. Opisuje konkretne przypadki, analizuje przyczyny i skutki tych zdarzeń.

Wrocław: 14-latka Walczy o Życie po Wypadku

Do wypadku doszło w poniedziałek tuż przed godziną 23. 14-letnia wrocławianka, która została ranna w poniedziałkowym wypadku na placu Legionów walczy o życie w szpitalu. Młoda dziewczyna chciała najprawdopodobniej przebiec z przystanku tramwajowego przy ul. Piłsudskiego na przystanek przy ul. Sądowej.

Najwyraźniej bardzo się spieszyła, ponieważ biegła po skosie po jezdni, mając czerwone światło. Została potrącona przez samochód osobowy, który jechał prawidłowo. Zgodnie z relacjami świadków, wylądowała na pasach dla pieszych. Straciła przytomność.

Jej reanimację rozpoczęli przechodnie, ale dopiero po działaniach pogotowia ratunkowego udało się przywrócić jej świadomość. - 14 - latka została przewieziona do szpitala - informuje Łukasz Dutkowiak z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. - Obecnie jej stan jest ciężki. Czynności w tej sprawie trwają.

W akcji uczestniczyły trzy karetki pogotowia. Policja na czas trwania reanimacji wstrzymała ruch dla samochodów na cześć ul. Piłsudskiego w stronę pl. Orląt Lwowskich. Kierowca auta był trzeźwy.

Przeczytaj także: Sterowniki i usterki ASUS K52J

Bobrowa koło Dębicy: Tragiczny Wypadek w Garażu

Policjanci ustalają, co było przyczyną tragicznego w skutkach wypadku w Bobrowej koło Dębicy. Nie żyje 25-letnia kobieta. Do ściany w garażu przygniótł ją samochód. Według ustaleń policjantów, wczoraj wieczorem kobieta zatrzymała audi 80 przed wjazdem do garażu. Garaż mieści się w podziemiach bloku w Bobrowej.

Poszła otworzyć drzwi, w samochodzie została jej 5-letnia córka. Kiedy kobieta otwierała drzwi, samochód stoczył się ze stromego zjazdu, wtoczył się do garażu i przygniótł ją do ściany. Nie widziała, co się dzieje, bo była odwrócona tyłem do wjazdu. Ciężko ranna kobieta trafiła do szpitala. Zmarła kilkadziesiąt minut później.

Izium: Tortury i Przemoc na Okupowanych Terytoriach Ukrainy

Liczące przed rosyjską inwazją około 45 tys. mieszkańców ważne strategicznie miasto Izium zostało zdobyte przez siły agresora na początku kwietnia, po trwających blisko miesiąc walkach. Wojska najeźdźcy wycofały się z Iziumu 10 września w wyniku ukraińskiej kontrofensywy.

Na wyzwolonych we wrześniu przez ukraińskie siły terenach w obwodzie charkowskim odkrywane są kolejne miejsca pochówku cywilów i rosyjskie katownie, w których torturowano lokalnych mieszkańców. Największe skupisko grobów odnaleziono w lesie właśnie pod Iziumem, gdzie znajdowało się 447 ciał. Ci, którym udało się przeżyć, zabierają teraz głos. Jedną z takich osób jest 52-letnia Ałła, która przez 10 dni była więziona w szopie na terenie kliniki medycznej, a rosyjscy żołnierze brutalnie ją torturowali. Kobieta usłyszała, że "żywa stąd nie wyjdzie".

W rozmowie z dziennikarzami "Washington Post", którzy razem z kobietą odwiedzili miejsce jej tortur w Izium, Ałła i jej mąż opowiedzieli, jak wyglądało ich życie pod rosyjską okupacją. Obydwoje zdecydowali się zostać w mieście ze względu na starszych rodziców. Rosjanie zaczęli nachodzić ich w połowie marca. Chcieli, by kobieta przekazała im informacje na temat syna, który, jak twierdzili, pracuje dla Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, a także na temat miejskiego przedsiębiorstwa gazowego, w którym pracowała. Dostawy gazu do dużej części miasta zostały odcięte i rosyjscy urzędnicy chcieli je przywrócić. Ałła upierała się, że nie wróci do pracy i że jako menadżer "nie ma potrzebnej wiedzy technicznej".

Przeczytaj także: Zastosowanie wężyków do filtra osmozy

- Cały czas grozili nam, mówiąc, że jeśli mój syn będzie z nimi współpracował, to nas nie dotkną, wszystko będzie dobrze - opowiada kobieta. Wówczas przemoc wiązała się "tylko" z ciągłym nachodzeniem. W piątek 1 lipca przed ich dom podjechały samochody ze znakami "Z" i wyskoczyło z nich ok. 10 mężczyzn, w tym ci, którzy odwiedzali ich wcześniej. Nałożyli na głowy Ałły i jej męża worki, związali im ręce taśmą klejącą i wepchnęli do bagażników i odjechali.

Gdy samochód się zatrzymał, kobieta została z niego wyciągnięta i usłyszała, że "żywa stąd nie wyjdzie". - Albo przyjmiesz nasze zasady i przyznasz, że mieszkasz w Rosji, albo zaginiesz. Nikt cię nie znajdzie, nigdy - usłyszała od rosyjskich żołnierzy. Następnie została wepchnięta do małej szopy na terenie lokalnej kliniki medycznej. W tym samym czasie jej mąż został uwięziony w innym budynku na tej samej posesji.

Kobieta relacjonuje, że ok. godzinę później sześciu mężczyzn wróciło do szopy, założyło torbę z powrotem na jej głowę i zaprowadziło ją do innego budynku w pobliżu. Tam zażądali, aby się rozebrała. Kiedy odmówiła, Rosjanie rozebrali ją siłą. - Potem położyli mnie na stole, zaczęli dotykać. Wszędzie - opowiada. Ałła mówi, że mężczyźni śmiali się, gdy ją obmacywali. - Potem rzucili mnie na kolana, krzycząc: czy wiesz, co robimy z ukraińskimi kobietami i matkami funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy? Wiążemy je nago na głównym placu i wysyłamy ich zdjęcia do ich synów, żeby zobaczyli, co możemy zrobić ich rodzicom - wspomina.

Kobieta mówi, że od dowódcy grupy dostała także "wytyczne" jak powinna się zachowywać, gdy Rosjanie wchodzili do szopy, w której była przetrzymywana: powinna być naga od pasa w dół i być odwrócona tyłem do nich. - Zaczęłam płakać i krzyczeć, ale on zdjął ze mnie ubranie i zapytał swoich żołnierzy, kto pierwszy mnie zgwałci - twierdzi. Ałła dodaje, że przywódca grupy przez trzy dni ją gwałcił.

Kobieta wspomina także, że słyszała krzyki męża, bitego przez Rosjan w innym budynku. Ałła była na skraju. Kobieta relacjonuje, że w szopie, w której ją przetrzymywano, było tak duszno, że trudno jej było oddychać i musiała usunąć luźną cegłę ze ściany, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Błagała żołnierzy o leki przeciwlękowe, które ku jej zdziwieniu zostały jej dostarczone. W pomieszczeniu były także dwa wiadra - jedno służące za toaletę, a drugie na kaszę i czerstwy chleb. Dodaje, że przez dziurę w ścianie zobaczyła kiedyś mężczyzn odprowadzających jej męża do garażu, pobitego tak mocno, że ledwo mógł stać.

Przeczytaj także: Odwrócona osmoza: Twój przewodnik

- Byłam zdecydowana popełnić samobójstwo. Wewnątrz stodoły były jakieś kolce, a ja miałam stanik, więc pomyślałam o powieszeniu się - mówi Ałła.

Przez cały czas Rosjanie dopytywali ją o jej syna, a także próbowali wyciągnąć informacje na temat gazu w Izium. Kobieta wspomina, że w pewnym momencie zaczęli razić jej stopy prądem. - Tego bólu nie da się opisać - mówi. W końcu, po zażądaniu od niej szczegółów dotyczących wydobycia i dystrybucji gazu ziemnego w Izium, Rosjanie powiedzieli, że są "zadowoleni z jej odpowiedzi" i że ona i jej mąż zostaną zwolnieni. 10 lipca zawiązano im oczy i porzucono na stacji benzynowej na poboczu drogi.

Parze udało się uciec na tereny nieokupowane przez Rosję i tam spędzili kolejne miesiące. Gdy Izium zostało wyzwolone na początku września, wrócili do domu. Kilka dni później udali się na teren kliniki medycznej, gdzie byli więzieni i torturowani.

Kobieta weszła do szopy, gdzie cały czas były zostawione przez nią ślady, choć nieumiejętnie zamazane przez Rosjan. Gdy była tam przetrzymywana, wyryła na ścianie swoje imię, liczbę dni, kiedy była przetrzymywana, a także kilka słów, które opisywały, co przeżyła. - Myślałam, że jeśli mój syn będzie mnie szukał, to znajdzie te napisy i zrozumie, że tam byłam i tam umarłam - mówi.

W garażu, gdzie przetrzymywano jej męża, Ałła znalazła żółty materac, na którym spała, i brudne ubrania, których używała jako poduszki. - Jesteśmy Ukraińcami. Zawsze byliśmy za Ukrainą. I za to zostaliśmy ukarani - podsumowuje kobieta w rozmowie z dziennikarzami "Washington Post".

O odnalezieniu w lesie pod Iziumem co najmniej 445 grobów ofiar rosyjskiej okupacji poinformowały ukraińskie władze tuź po wyzwoleniu miasta. Niektóre groby, jak podawano, były podpisane, większość była tylko ponumerowana. Odnaleziono również zbiorowy grób 17 ukraińskich żołnierzy. Według ukraińskich władz liczba ofiar rosyjskich zbrodni w Iziumie może okazać się większa niż w Buczy i innych podkijowskich miejscowościach, które były dotąd najstraszniejszym symbolem zbrodni wojennych agresora w Ukrainie. Chodzi o te zbrodnie, które udało się potwierdzić po wyzwoleniu terytoriów.

Ewa Tylman: Zagadka Zaginięcia

Ewa Tylman z Poznania zaginęła 22 listopada. Od tamtej pory nie dała znaku życia ani nikt jej nie widział. Okazuje się, że jest to jej kolega. Ewa Tylman ostatni raz widziana była w nocy z 22 na 23 listopada na ul. Mostowej w Poznaniu. Jak informuje rodzina dziewczyny, 26-latka wychodziła z baru przy ul. Wrocławskiej. Szła w towarzystwie kolegi ulicą Podgórną.

Dziewczyna rozstała się ze znajomym i miała iść do domu. Tam jednak już nie dotarła. Widać na nim odwróconą tyłem dziewczynę, obok niej idzie mężczyzna w niebieskiej bluzie, który okazał się być jej kolegą. Jak podaje Tvn24.pl, mężczyzna nie chce poddać się badaniu wariografem.

- We wtorek odwiedziła nas policja w celu obejrzenia nagrań z naszego monitoringu. Okazało się, że nasz monitoring uchwycił część trasy Ewy. Nagranie zostało udostępnione panom z policji. Dziwię się jednak, że to my musimy publikować to zdjęcie. Ewa Tylman ma 165 cm wzrostu i waży około 60 kg. Jest szczupłej budowy ciała. Ma ciemne włosy, proste do ramion, nos normalny z dołkiem na koniuszku.

Niewykluczone, że kobieta została porwana - obezwładniona i siłą zaciągnięta do auta. Druga wersja zakłada, że doszło do wypadku, a jej ciało wpadło do rzeki.

Miejsce Ofiara Opis Zdarzenia
Wrocław 14-letnia dziewczyna Potrącona przez samochód, walczy o życie
Bobrowa koło Dębicy 25-letnia kobieta Przygnieciona przez samochód w garażu
Izium, Ukraina 52-letnia Ałła Tortury, gwałt i uwięzienie przez rosyjskich żołnierzy
Poznań Ewa Tylman Zaginięcie, możliwe porwanie lub wypadek

tags: #14-letnia #dziewczyna #odwrócona #tyłem

Popularne posty: